Weszła do ciemnego pokoju .Od razu poczuła obecność drugiej osoby .
-chciałeś mnie i masz kimkolwiek jesteś -mruknęła. Nie lubiła nie jasnych spraw.
Z mroku wyszedł młody chłopak , na oko miał 16 lat .
-Lucy Lawson zgadza się ?-
-zgadza . Czego chcesz mały ?-
-nie taki mały . Na prawdę mnie nie pamiętasz ,nie ?A zresztą jak .-odpowiedział ,przez cały czas przyglądając jej się uważnie -
-Nie , nie pamiętam . Mówisz kim jesteś ,albo wychodzę -
-Jestem ...twoim bratem . -
Lucy popatrzyła się na niego jak na wariata .Owszem była z domu dziecka , ale została zaadoptowana bardzo wcześnie . Nie pamiętała nic z tego okresu . W rodzinie ,w której się wychowała miała tylko siostrę .
-nie wierze Ci ,mały .Przykro mi ,pomyliłeś mnie z kimś a na dodatek zrobiłeś zamieszanie .Możesz przestać straszyć Jareda , chociaż sama nie wiem czym i powiedzieć mi gdzie jest Sydney ?-spytała się go.
-Mylisz się , nawet nie wiesz jak bardzo .-
-Możliwe , ale biorę na siebie ryzyko .-
-Jak Ci to udowodnić ?-
-co ?-
-To ,że jestem twoim bratem ! Chciałem Cię zobaczyć po tylu latach ,a ty masz to w dupie ?
-spytał się i spojrzał na nią wkurzony.
-A nawet jeśli jesteś , to co ? To nic nie zmienia .-
-Mogłem go posłuchać .-powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
-Zaraz . Kogo słuchać ?-
-Charlesa Winstona .Mówił ,że jesteście przyjaciółmi.Ale to nie ma znaczenia .Pewnie już się nie zobaczymy ,skoro nie chcesz mnie widzieć . Więc ,wszystkiego najlepszego Lucy .-powiedział i wyszedł z mieszkania .
Lucy zamurowało. Był 29 września . Za kilka dni będzie miała 121 lat .
Z kuchni wyszedł zestresowany Jared.
-poszedł już ?-
-człowieku , co ty sobie myślałeś ,żeby sprowadzać tu jakiegoś obcego gościa ? ! I jeszcze mieszać w to Sydney .-
Do mieszkania weszła Sydney , ubrana w czarne skórzane leginsy , granatowe Conwersy , białą luźną bokserkę . Rude włosy spięła w wysoki kucyk i nałożyła na nie granatową bandankę .Oczy podkreśliła czarną kredką . Miała dość bladą cerę .
-i co Jared, pożywiłeś się już ?-spytała -dobry był ,co ?
-Sydney do jasnej cholery , wytłumaczysz mi co tu się dzieje ?!-spytała ją Lucy.
-co się dzieje ? Rano poszłam się pożywić , a kiedy wróciłam Jareda nie było . Więc wróciłam się na miasto ,żeby zrobić zapasy .Wtedy spotkałam tego chłopca . Ładny , młody i grupa B . No to zaprosiłam go do mieszkania ,gdzie był już Jared . Zostawiłam ich samych i poszłam na koncert. o w tym dziwnego ?-odpowiedziała i otworzyła szeroko okno.
-Twój prezent mnie szantażował ,kochanie -odpowiedział Jared i objął ją w pasie.
-jak to ?-spytała się go Sydney.
-to był ktoś kto chciał się dostać do Lucy . Kazał mi iść do nich i powiedzieć ,że nie żyjesz .Musiałem zrobić wszystko ,żeby mi uwierzyły . Wiedział ,że ona tu przyjdzie ,sprawdzić sytuację .-
-i co dalej ?- dopytywała się go.
-spławiłam go -odpowiedziała Lucy -odprowadzisz mnie pod drzwi Jared ?-
Zdziwiony skinął głową i poszedł za nią .
-kurde , co ty tu odstawiasz ?-powiedziała jak tylko znaleźli się przy wyjściu
-nie rozumiem -
-a to co mówiłeś u nas !? Charles kazał mi jej pilnować ?-
-Bo kazał . Ale to moja sprawa . Serio ją lubię . Chyba-
-Widać ,że chyba .Gdyby było inaczej to z nią całował byś się na kanapie ,a nie z Grace-
-Twoja przyjaciółka i tak mnie w dupie . Byłem tylko kimś w stylu ; wykorzystać i zostawić ,wiem o tym -
-Przynajmniej się nie łudzisz .Ale pamiętaj ,ze następnym razem nikt Ci nie uratuje dupy. Wcale nie musiałam tu przychodzić -powiedziałam i wyszła .
Ten dzień był beznadziejny -pomyślała .
Jej ostatnią miłością był Maksymilian , Max . Który prawie ją przebił kołkiem ..
Zła i zmęczona dotarła do domu. Weszła po schodach i otworzyła drzwi wejściowe .Usiadła na kanapie w ciemnym salonie .Nagle zauważyła ,że coś leży na stole .Była to koperta zaadresowana dla niej .
Wzięła ją i otworzyła .
Na kolana spadła jej mocno podniszczona fotografia . Przedstawiała kobietę i dziecko w ogrodzie . Nie wiedziała po co ktoś jej to przesłał.Patrzyła się długo na zdjęcie ,aż w końcu dotarł do niej pewien fakt.Kobieta wyglądała zupełnie jak ona . Odwróciła fotografie . Napis z tyłu sprawił ,że ją zamurowało .
Islandia , 1891 .Evanna i Naomi Smith.
1981-wtedy się urodziła . Czy dziecko na zdjęciu to ona ? Czy powinna się nazywać Naomi ?-zadawała sobie pytania.
Nagle zauważyła drugi napis .
Wszystkiego najlepszego Lucy ,a może raczej Naomi . Twój młodszy brat .
Lucy schowała zdjęcie do koperty i schowała je w szufladzie biurka.Uznała ,ze to za dużo jak na ten dzień.