piątek, 24 lutego 2012

W tym samym czasie - LUCY

Gdyby wiedziała co ją spotka wzięłaby kołek .Jednak nie podejrzewając niczego po przejechaniu drogi która prowadziła ją do Cher zaparkowała auto na parkingu i założyła na ramię torbę ,którą wcześniej położyła na tylnych siedzeniach . Wtedy podszedł do niej młody chłopak w niestylowej odblaskowej kamizelce .Pewnie parkingowy-pomyślała Lucy i postanowiła się odezwać .
-Musisz cierpieć ,co ?-
-Proszę ?-odpowiedział chłopak trochę zdziwiony jej pytaniem .
-Ja bym nie dała rady chodzić w tym odblaskowym czymś co jakimś cudem można określić słowem kamizelka .-
-O , o to pani chodzi . Da się wytrzymać . Do kogo pani przyjechała ?-
-nie przepada za formami grzecznościowymi . Jestem Lucy ,a dopóki nie powiesz jak się nazywasz będziesz dla mnie Maxem .
-Jestem Nick ,ale Maxem też być mogę .A więc do kogo przyjechałaś Lucy ?-
-Do Cheryll . -
-W takim razie poproszę o kluczyki , zawiozę pani auto na parking dla Vip`ów .
Lucy pogrzebała w torbie i po chwili rzuciła mu kluczyki.
-Tylko nie porysuj mi wozu-powiedziała i spojrzała ze strachem na swoje srebrne BMW .
Nagle zatrzeszczało coś w kieszeni Nicka .
-zaparkuje zaraz jak odbiorę . Poczekaj tu chwilę .-powiedział ,wyjął z kieszeni telefon i oddalił się .
Luc wyjęła z kieszeni gumę i włożyła ją do ust .Jednak gdy po chwili żucia straciła smak zaczęła wyglądać młodego parkingowego.Nadszedł po dwóch minutach .
-Zmiana planów .-powiedział-mam panią...znaczy Ciebie przyprowadzić do pewnego miejsca .-
-Ok ,ale samochód i tak chce dać na ten lepszy parking .-
-A więc ja zawiozę samochód a ty idź tą drogą ,tylko się nie wychylaj bo na premierze jakiegoś filmu okaże się ,że na nim jesteś . Jak miniesz studio 2 i teren na którym będzie dużo palm i basen to skręć w prawo . Pani Cheryll oczekuje Cię w studiu 3 .
-zapamiętam . Kluczyki dostarcz do mnie w ciągu najbliższej godziny . -powiedział i skierowała się na drogę ,którą jej pokazał .

wtorek, 7 lutego 2012

wyjaśnienia .

Grace nie znała młodej wampirki , więc uznała,że nie będzie się przejmować tym co o niej pomyśli .
Aż się oblizała gdy wyczuła świeżą krew i podeszła bliżej .
-znajdź sobie kogoś innego. On jest mój -mruknęła brunetka i stanęła jej na drodze .
-wzruszające . A teraz daj mi przejść . -
-mówię to ostatni raz . To ja go znalazłam .-
-jesteś tutejsza?-spytała się Grace nagle zbiegając z tematu .Może Meg kręci się gdzieś w okolicy i przy odrobinie szczęścia jej złość zmalała.
-możliwe. Kogo szukasz?-
-Megan Smith.-
-Osoby z takim popularnym nazwiskiem ,prędko nie znajdziesz. Ale z tego co wiem , okoliczne wampiry zamieszkują domy trzy ulice z stąd . -
-skąd będę wiedziała ,że dotarłam na miejsce?-
-powiem tak ; najwięcej zakopanych zwłok .Wyczujesz od razu .-
-dzięki mała . Masz ochotę wymienić się numerami ?-
-niech zgadnę -bawisz się w człowieka?-
-tak jakby.Dajesz czy nie ?-
-skoro Ci zależy .-
Kiedy wymieniły się numerami wampirka spojrzała z ciekawością na Grace.
-tego gościa Ci nie odstąpię -powiedziała spoglądając na nieprzytomnego człowieka-ale skoro jesteś taka głodna , to może mogę pomóc.
-co masz na myśli ?-
W odpowiedzi nieznajoma podstawiła jej rękę pod nos.
-tylko nie za dużo -mruknęła gdy ta piła jej krew.
-dzięki . To co ?Powiesz mi jak się nazywasz i jadę .
-Nazywam się Mia . -
-Grace . -powiedziała Grace ,pomachała jej i odeszła . Bez problemu znalazła auto .
Dopiero teraz uznała ,że jest bardzo w jej stylu .Mini Cooper w kolorze czerwonym .
Jechała przed siebie . Jednak już po chwili wyczuła to o czym mówiła Mia .Znowu zaparkowała na cudzym podjeździe i wysiadła z auta.
Zanim wyjechała z domu ubrała czerwone szpilki ,ciemne jeansowe rurki i różową marynarkę z czerwonymi mankietami.Całość dopełniał czarny podkoszulek i mała torebka w tym samym kolorze .Teraz pomyślała,że mogła ubrać inne buty . Ledwo przeszła parę kroków ludzie słyszący stukot szpilek odwracali się w jej kierunku . To było krępujące.

piątek, 3 lutego 2012

Była już w kinie ,galerii handlowej i teraz szła obładowana zakupami .Czuła się trochę samotna .Może powinna pojechać z Lucy ? . Jednak ta myśl szybko jej przeszła .Niby po co ma się znowu spotykać z Cheryll ? Nawet jej nie lubiła .A zresztą -czy ona kogokolwiek lubiła ?Ukradła jakieś auto z salonu , z ulgą wpieprzając wszystkie zakupy na tylne siedzenie. Wyjęła z torby stary album . Kiedyś miała świra na punkcie dokumentowania swojego życia.Jeszcze 12 lat temu miała całkiem sporo przyjaciół , a Lucy wariowała na punkcie pewnego Maxa . Zawsze kiedy przeglądała stare zdjęcia widziała jak wiele się zmieniło.Najbardziej lubiła zdjęcie z Megan .One dwie leżące na plaży , przy zachodzie słońca. Zostało zrobione ,gdy były w Kalifornii,obydwie na wakacjach . Właściwie to z wszystkim co przeżyła wiązała się jakaś historia. Niekoniecznie radosna . Myślała,że razem z nią są idealnymi przyjaciółkami. Uważała,ze tak ma być . Lucy z Max`em, a ona i Meg będą razem podróżować po świecie. Przemieniła ją . To nie w była decyzja w 5 minut .Myślała,że w ten sposób będą nierozłączne .Jednak Megan była wściekła .Powiedziała,że jej nienawidzi i spieprzyła jej życie .
To było złe -pomyślała Grace . Nigdy w życiu nie czuła się tak potwornie . Skazała kogoś na coś czego nienawidziła .
A teraz nagle zaczęło jej brakować jej towarzystwa.Dlatego właśnie skierowała samochód na drogę prowadzącą do miasta , w którym kiedyś mieszkała Meg . Opowiadała jej o nim .Podała adres ,żeby kiedyś mogła do niej przyjechać , wysłać pocztówkę.To było takie ludzkie -pomyślała Grace i skręciła w lewo.Powoli dopadał ją głód.Zatrzymała samochód na jakimś podjeździe i szłaprzed siebie . W końcu doszła do jakiejś kiepskiej dzielnicy .Miała szczęście . Wyczuła kogoś .
Skręciła za starą kamienice , ale była dosyć zaskoczona . Ktoś właśnie pożywiał się na osobie ,którą wyczuła . Podeszła bliżej i zobaczyła jasną brunetkę.
-Witaj nieznajoma -powiedziała ,a wampirka sie odwróciła.

czwartek, 26 stycznia 2012

tajemnice .

GRACE
Grace czuła się świetnie , pomimo ,że Sydney została zabita ,a Jared już pewnie też nie żyje . To ich sprawy . Ona ma swoje życie .
-hej Luc -powiedziała schodząc po schodach ,ale nikt jej nie odpowiedział.
Jadę na kilka dni do Cheryl . -przeczytała na kartce ,która była na stole.
Niezbyt podobała jej się perspektywa spędzenia dwóch dni samotnie . Lucy miała dużo znajomych . A ona ? Może i była bardziej lubiana ,ale nie lubiła wymagań . Zdecydowanie wolała nic nie znaczące znajomości . A Jared ?-spytała się sama siebie .Czy on też nic dla niej nie znaczy ?
Postanowiła jednak o tym nie myśleć . O trupach się nie rozmawia -skarciła samą siebie i zamówiła pizze.Po 20 minutach zamówienie dotarło.Poczęstowała się dostawcą ,ale pozwoliła mu żyć .
Zjadła pizze i postanowiła odnowić stare kontakty , o ile takie miała . Weszła po schodach i otworzyła drzwi do pokoju Lucy .Od razu rzuciło jej się w oczu wielkie okno na prawie całą ścianę.Nigdy nie wiedziała czemu jej współlokatorka tak bardzo lubiła się w nie wpatrywać.
Skierowała się do biurka . Lucy kiedyś kupiła komórki na wszelki wypadek .Grace wiedziała ,że znajdzie gdzieś tu kilka sztuk . W szafce były tylko stare albumy i książki . Na półce leżała lustrzanka . Jednak najbardziej ją zaciekawiła zawartość szuflady .Otworzyła ją i zobaczyła stare zdjęcie. Ostrożnie wyjęła je i przeczytała napisy na odwrocie . Evanna ? Naomi ? I jaki młodszy brat ?-zastanawiała się nad tym,ale tylko chwile .Schowała to z powrotem do szuflady i postanowiła spytać o to Lucy ,gdy wróci . Podeszła do małej szafki . Było w niej szare pudełko w niebieskie kropki .Kiedy zdjęła z niego pokrywkę jej oczom ukazały się telefony . Wybrała jakiś dotykowy Samsung i uśmiechnęła się do lustra.
-a teraz pobawimy się w człowieka -powiedziała ,uśmiechnęła się i włożyła komórkę do kieszeni.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

niespodzianka .

Weszła do ciemnego pokoju .Od razu poczuła obecność drugiej osoby .
-chciałeś mnie i masz kimkolwiek jesteś -mruknęła. Nie lubiła nie jasnych spraw.
Z mroku wyszedł młody chłopak , na oko miał 16 lat .
-Lucy Lawson zgadza się ?-
-zgadza . Czego chcesz mały ?-
-nie taki mały . Na prawdę mnie nie pamiętasz ,nie ?A zresztą jak .-odpowiedział ,przez cały czas przyglądając jej się uważnie -
-Nie , nie pamiętam . Mówisz kim jesteś ,albo wychodzę -
-Jestem ...twoim bratem . -
Lucy popatrzyła się na niego jak na wariata .Owszem była z domu dziecka , ale została zaadoptowana bardzo wcześnie . Nie pamiętała nic z tego okresu . W rodzinie ,w której się wychowała miała tylko siostrę .
-nie wierze Ci ,mały .Przykro mi ,pomyliłeś mnie z kimś a na dodatek zrobiłeś zamieszanie .Możesz przestać straszyć Jareda , chociaż sama nie wiem czym i powiedzieć mi gdzie jest Sydney ?-spytała się go.
-Mylisz się , nawet nie wiesz jak bardzo .-
-Możliwe , ale biorę na siebie ryzyko .-
-Jak Ci to udowodnić ?-
-co ?-
-To ,że jestem twoim bratem ! Chciałem Cię zobaczyć po tylu latach ,a ty masz to w dupie ?
-spytał się i spojrzał na nią wkurzony.
-A nawet jeśli jesteś , to co ? To nic nie zmienia .-
-Mogłem go posłuchać .-powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
-Zaraz . Kogo słuchać ?-
-Charlesa Winstona .Mówił ,że jesteście przyjaciółmi.Ale to nie ma znaczenia .Pewnie już się nie zobaczymy ,skoro nie chcesz mnie widzieć . Więc ,wszystkiego najlepszego Lucy .-powiedział i wyszedł z mieszkania .
Lucy zamurowało. Był 29 września . Za kilka dni będzie miała 121 lat .
Z kuchni wyszedł zestresowany Jared.
-poszedł już ?-
-człowieku , co ty sobie myślałeś ,żeby sprowadzać tu jakiegoś obcego gościa ? ! I jeszcze mieszać w to Sydney .-
Do mieszkania weszła Sydney , ubrana w czarne skórzane leginsy , granatowe Conwersy , białą luźną bokserkę . Rude włosy spięła w wysoki kucyk i nałożyła na nie granatową bandankę .Oczy podkreśliła czarną kredką . Miała dość bladą cerę .
-i co Jared, pożywiłeś się już ?-spytała -dobry był ,co ?
-Sydney do jasnej cholery , wytłumaczysz mi co tu się dzieje ?!-spytała ją Lucy.
-co się dzieje ? Rano poszłam się pożywić , a kiedy wróciłam Jareda nie było . Więc wróciłam się na miasto ,żeby zrobić zapasy .Wtedy spotkałam tego chłopca . Ładny , młody i grupa B . No to zaprosiłam go do mieszkania ,gdzie był już Jared . Zostawiłam ich samych i poszłam na koncert. o w tym dziwnego ?-odpowiedziała i otworzyła szeroko okno.
-Twój prezent mnie szantażował ,kochanie -odpowiedział Jared i objął ją w pasie.
-jak to ?-spytała się go Sydney.
-to był ktoś kto chciał się dostać do Lucy . Kazał mi iść do nich i powiedzieć ,że nie żyjesz .Musiałem zrobić wszystko ,żeby mi uwierzyły . Wiedział ,że ona tu przyjdzie ,sprawdzić sytuację .-
-i co dalej ?- dopytywała się go.
-spławiłam go -odpowiedziała Lucy -odprowadzisz mnie pod drzwi Jared ?-
Zdziwiony skinął głową i poszedł za nią .
-kurde , co ty tu odstawiasz ?-powiedziała jak tylko znaleźli się przy wyjściu
-nie rozumiem -
-a to co mówiłeś u nas !? Charles kazał mi jej pilnować ?-
-Bo kazał . Ale to moja sprawa . Serio ją lubię . Chyba-
-Widać ,że chyba .Gdyby było inaczej to z nią całował byś się na kanapie ,a nie z Grace-
-Twoja przyjaciółka i tak mnie w dupie . Byłem tylko kimś w stylu ; wykorzystać i zostawić ,wiem o tym -
-Przynajmniej się nie łudzisz .Ale pamiętaj ,ze następnym razem nikt Ci nie uratuje dupy. Wcale nie musiałam tu przychodzić -powiedziałam i wyszła .
Ten dzień był beznadziejny -pomyślała .
Jej ostatnią miłością był Maksymilian , Max . Który prawie ją przebił kołkiem ..
Zła i zmęczona dotarła do domu. Weszła po schodach i otworzyła drzwi wejściowe .Usiadła na kanapie w ciemnym salonie .Nagle zauważyła ,że coś leży na stole .Była to koperta zaadresowana dla niej .
Wzięła ją i otworzyła .
Na kolana spadła jej mocno podniszczona fotografia . Przedstawiała kobietę i dziecko w ogrodzie . Nie wiedziała po co ktoś jej to przesłał.Patrzyła się długo na zdjęcie ,aż w końcu dotarł do niej pewien fakt.Kobieta wyglądała zupełnie jak ona . Odwróciła fotografie . Napis z tyłu sprawił ,że ją zamurowało .
Islandia , 1891 .Evanna i Naomi Smith.

1981-wtedy się urodziła . Czy dziecko na zdjęciu to ona ? Czy powinna się nazywać Naomi ?-zadawała sobie pytania.
Nagle zauważyła drugi napis .
Wszystkiego najlepszego Lucy ,a może raczej Naomi . Twój młodszy brat .

Lucy schowała zdjęcie do koperty i schowała je w szufladzie biurka.Uznała ,ze to za dużo jak na ten dzień.

wtorek, 17 stycznia 2012

Dawni znajomymi ,robią problemy .

P o kilku godzinach grania Lucy ,postanowiła wyjść się pożywić .Zostawiła śpiącą Grace na łóżku i wyszła z domu .Nie miała najmniejszej ochoty na krew z worka .W pierwszej ,lepszej, ciemnej uliczce złapała byle kogo i zaspokoiła potrzebę.
Pomyślała ,że pójdzie do Sydney . A właściwie zrobić jej pogrzeb . Weszła do starej kamienicy . Według niej nie dało się tu mieszkać.Była stara , odpadał tynk z ścian . Lucy współczuła Jaredowi . Nie powinien tu mieszkać . Otworzyła drzwi kopniakiem i zaświeciła światło. Żadnego ciała , żadnej krwi. Jedynie pozostałości po jakiejś imprezie .Już miała wyjść gdy z jakiegoś pokoju wyszedł Jared .
-wiedziałem ,że przyjdziesz-powiedział ,jakby bez emocji -a teraz idziesz ze mną .
-nie pieprz głupot , tylko pokaż ciało-
-nie ma ciała-
-jak to nie ma ciała ? a zresztą nie to nie . idę -
-nigdzie nie idziesz Lucy . Przynajmniej dopóki nie porozmawiasz z kimś . Jest tu ktoś kto chciał się z tobą spotkać .-
Lucy zastanawiała się nad sensem jego wypowiedzi . Przecież myślała ,że wszystkie sprawy już zamknęła . Pomimo ,ze nie była bardzo starym wampirem był już Maksymilian ,którego kochała ,ale wtedy myślała ,ze wszystko jest takie proste . Przemieniła go .A potem kochała się z innymi .Jego odejście było dosyć huczne...
Poprzemieniał kilkunastu ludzi i próbowali ją zabić . Miała większe doświadczenie od nich ,więc przeżyła .Ale od tamtego wydarzenie nie ufała już nikomu.O ile chciała zaufać Grace , to było tylko pozory . Lucy nie ufała nikomu . I nie podejrzewała , żeby to się zmieniło w najbliższym czasie .
-ten ktoś jest tchórzem skoro nie ma odwagi samemu podejść -odparła.
-radziłbym Ci uważać na słowa -mruknął i wskazał ręką na pokój ,z którego wyszedł .
-umiem o siebie zadbać -odpowiedziała Lucy i weszła do ciemnego pokoju.

niedziela, 15 stycznia 2012

brak wyrzutów sumienia.

Po dwóch godzinach udawania ,że nie słyszy żadnych odgłosów z dołu Lucy postanowiła zejść na dół .Miała już dość siedzenia na jej fotelo-hamaku .Aż jej się zbierało na wymioty od bujania się.
A więc zeszła po schodach i odetchnęła z ulgą . Jared już pewnie wyszedł , bo Grace właśnie siedziała na kanapie z laptopem na kolanach .
-Luc , a może wybierzemy się gdzieś na wakacje ? Tajlandia , może Maroko.Ewentualnie Grecja .Chociaż tak na prawdę chciałabym jechać do Australii .Ale wkurza mnie ,ze gdziekolwiek nie pójdę to coś pieprzą o wizach i trzeba ich zauroczać i ..-zaczęła mówić Grace ,ale zobaczyła wzrok Lucy-hej co jest ?
-może Jareda też zabierzemy?-powiedziała ironicznie wampirka .
-Jared ? A kto to taki ? To tylko takie moje dowartościowanie.To by się nie stało ,ale wypędził mi tego modela , Rosjanina....-
-ok, rozumiem . A jak już mówimy o wyjazdach -pamiętasz Cheryl ?-
-jasne ,że pamiętam Cher.Jak mogłabym zapomnieć kogoś kto był już modelką , surferką ,rezydentką i Bóg wie co jeszcze.Lubię tą laskę . Gdyby nie ona nie poznałabym tych modelów .-powiedziała Grace i uśmiechnęła się na samo wspomnienie wysokich chłopców .
-a więc Cheryl proponuje nam , żebyśmy pomogły jej przy programie ,który teraz kręci. W tym wcieleniu jest reżyserką , czy coś w tym stylu.Są tam ładni chłopcy i myślę ,ze może być ciekawie .I tak nie mamy nic do roboty-
-pomyślę nad tym . W tym momencie szukam czegoś bardziej...ekstremalnego.Najlepiej coś z wodospadami . Uwielbiam wodospady -mruknęła Grace,która od jakiegoś czasu chciała poczuć coś ekscytującego. Coś czego jeszcze nigdy nie robiła.Miała dość nudnego życia .
-wodospady mówisz ?-zaczęła Lucy ,ale przerwały jej gwałtowne kroki .
To był Jared ,który wbiegł do domu .
Był .....przerażony .
-Sydney nie żyje !-wrzasnął i spojrzał się na nie z rozpaczą.
-zmyślasz . -powiedziała Lucy i spojrzała na niego zła . Nie miała ochoty na głupie żarty.
-sama zobacz ,jak nie wierzysz ! Ja zresztą już też nie żyje -Charles skręci mi kark jak się dowie ,że jej nie przypilnowałem !Dziwka ,nie uważała a teraz ja za to oberwę !-zaczął mówić , bardzo wkurzony .
-ty ! zawarłeś .układ . z .nim !?-spytała blond wampirzyce , nieźle wkurzona .
-nie zawarłem ! on mnie zmusił !-wrzasnął Jared. Najwidoczniej żałował tego ,że jest w to wplątany . A kiedyś wiódł całkiem normalne życie...
-Grace,pomóż -powiedział do niej .On nie prosił . Nie miał już nic do stracenia -błagał ją o pomoc bo nie miał kogoś innego.
-Jared , łączy nas godzinny romans , nic więcej -powiedziała Grace. Czego on od niej wymaga ?Nie będzie mu ratować dupy .
-rozumiem -powiedział ,chociaż jego mina wskazywała na coś innego-a przynajmniej położysz czasem mi kwiatki na grobie ?-
-Jared. Mówię to ,żebyś mnie potem nie nawiedzał ,czy coś w tym stylu- nie będziesz miał pogrzebu .Nikt się nie zorientuje ,że już Cię nie ma na tym świecie . Najprawdopodobniej Charles zakopie Cię gdzieś w Kambodży , gdzie w czasie wielkiego głodu Cię odkopią i zjedzą . No to było by na tyle-powiedziała Grace i zostawiła go samego.Wiedziała ,że powoli do niego docierało co go czeka.Weszła do swojego pokoju gdzie zastała Lucy .
-i co robimy ?-spytała się jej .
-nie wiem . To nie nasz problem Luc . Jedyne na co teraz mam ochotę to relaks.-
-To co......Gramy w Dance Star party ?-
-Gramy w Dance star party-powiedziała rozbawiona Grace i wyciągnęła z fioletowego pudełka kontrolery ruchu .