czwartek, 29 grudnia 2011
.
-Sydney ?-usłyszała głos .
-muszę Cię zasmucić. nie jestem Sydney -powiedziała i wyłoniła się z cienia .
To co zobaczyła wywołało w niej coś w rodzaju szoku.
-ty ! to ty ! -powiedziała głośno i ze zwątpieniem w głosie,jakby sama sobie nie wierzyła.
-Czy ja dobrze widzę ?Panna Lucy Lawson . Dawno Cię nie widziałem .
-Witaj Charles.
-Co tam u Ciebie ? Mam nadzieje ,że pozdrowisz ode mnie Hope. A tak -nie możesz , w końcu ją zabiłaś.
Lucy szybko zmieniła swoje zdanie o nim . Jak mógł jej wypominać coś takiego ?! Była młoda i nie wiedziała kim jest , co robić ,jak to powstrzymać. Może i Hope nie była jej prawdziwą matką ,pewnego dnia jej o tym powiedziała ,ale mimo wszystko zrobiła by wszystko ,żeby cofnąć czas.
A Charles ? On był kolejnym jej błędem , niezaplanowanym błędem .Ale teraz powrócił.
-Nie patrz się tak na mnie .Kiedy ostatnio byłaś na jej grobie , to też ciekawe. -powiedział.
-Byłam na nim 3 lata temu ,nie masz prawa mi nic wypominać.A teraz kluczowe pytanie ; skąd znasz Sydney ?
-3 lata temu ? Chyba 30. Jak to skąd ją znam ? A myślisz ,że kto ją stworzył.
Wszystko zaczęło się układać w całość. Sydney coś wspominała ,ale chyba nie uznała to za
istotne.
-A teraz się przyznaj . Ilu osobom zrobiłeś taką rzecz jak jej ?
- Podczas ostatniej kontroli było ich 50 . A teraz nie mam czasu na takie niezwykle ,,miłe rozmowy ``.Zbliża się czas następnej kontroli .
-Osatnie pytanie . Zabiłeś ostatnio kolesia na plaży ?
-Lucy , nie jestem sadystą .Nie zabijam byle kogo .
Powiedział , odszedł i zostawił ją samą przy wejściu numer 5 .
wtorek, 27 grudnia 2011
..
Lucy siedziała przy oknie ,stukając palcami w szybę. Grace wróciła z godzinę temu i zamknęła się w swoim pokoju.Przypomniało jej się ,jak gdy była młoda mieszkała w Szwecji z pewnym chłopakiem. Mieli całkiem wesołe życie , ale ona wiedziała ,że on nie zniósł by prawdy . Zaczęła się z nim kłócić, dosyć celowo. Zniszczyła to co ich łączyło,dla jego dobra.To było około 80 lat temu. On już pewnie nie żyje -pomyślała .To nie był jednorazowy przypadek. Dużo razy tak robiła, chwile żyła w szczęściu a potem psuła to.
Przemyślenia przerwały jej kroki.
-Mam Ci coś do powiedzenia.-powiedział Sydney ,która właśnie weszła do jej pokoju-tak , teraz.
-nie wydaje mi się ,żeby się coś zmieniło od rana.
-więc pewnie nie zainteresuje Cię ,że w mieście pojawił się znajomy mi wampir .
Sydney była zdziwiona ,że Lucy nie reaguje . Myślała ,ze to dla niej ważne. Jednak wyglądało ,że to przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
-czekaj-powiedziała w ostatniej chwili -mów co wiesz.
I opowiedziała jej .
-mam czas na spotkanie do jutra.-powiedziała Sydney .
-każ mu przyjść jutro o 17 pod piąte wejście na plaże. a teraz zostaw mnie samą.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
..
Nagle poczuła za sobą powiew chłodnego powietrza.
-mała S.-usłyszała za sobą głos .Jego głos. Głos wampira ,który widząc ją samą gdy wracała wieczorem do domu ,przemienił , powiedział oschle jak przetrwać i zostawił ją z setką pytań ,na które nie znała odpowiedzi.
Odwróciła się ze złością.
-czego ?
-tęskniłem . a zresztą po co kłamie. chce zobaczyć jak sobie radzi mój mały eksperyment.Nazwałem Cię ,, przemień i zostaw `` numer 22.
Sydney miała ochotę się na niego rzucić. Była zła jak tego jebanego 22 sierpnia , gdy zabiła znajomego ,który ją wkurzył . To było ledwie 3 dni po jej przemianie.
-doskonale sobie radze bez Ciebie.
-mimo wszystko widać ,że jesteś samotna.Czekaj ,zaraz Ci kogoś przyprowadzę.
Zanim zdążyła wydać bezgłośne nie , przyprowadził jakiegoś chłopaka . Był ładny .
-nie udawaj ,że Ci się nie podoba . To prezent dla Ciebie.
-łał. To ma mi wynagrodzić moje jebane życie ? .nie ważne, jakoś się przyzwyczajam.
-mam propozycje . możesz wyruszyć ze mną dokończyć to co zacząłem dawno temu. Będziesz moją pomocnicą. Będziesz ze mną sprawdzać stan moich pod opiecznych takich jak ty i badać stare legendy i podania o naszych umiejętnościach.-
-nie . a teraz się wynoś.
-masz czas do jutra .mam jeszcze parę spraw do załatwienia.
-wiesz , straszny z Ciebie dupek. Zdajesz sobie sprawę z tego jakim jesteś hujem ?-
-słyszałem gorsze rzeczy-powiedział i zniknął.
Sydney usiadła na wilgotnej ziemi. Dopiero po chwili zauważyła chłopaka ,którego ,,dostała w prezencie``.
-coś zrobić.?-spytał się.
Sydney ukrywał twarz w dłoniach . Ten gościu spieprzył jej .życie ,innym też i nazywa to eksperymentem . I jeszcze ma wstyd ,żeby jej proponować coś takiego.
Zobaczyła ,ze chłopak nadal patrzy się na nią pytająco.
Tak-powiedziała-przytul.
sobota, 24 grudnia 2011
.
-Sydneyy !! Czekałam na Ciebie cały wieczór!! -usłyszała gdy przyszła.
Wołała ją Lana. Lana pochodziła z ubogiej dzielnicy ,niedaleko z stąd .Jej marzeniem było się wypromować ,jednak na razie zostawała w sferze dobrej zabawy .Była jasną brunetką o orzechowych oczach .Codziennie używała szarej kredki do oczu i szminki w kolorze wręcz skóry .To był jej znak rozpoznawczy. No i jeszcze jedno.Często sama ozdabiała,czasami nawet szyła sobie ubrania.Wychodziło jej to nieźle,umiała się wyróżnić z szarego tłumu.
Sydney ją lubiła. W końcu udawała ,że jest prostym człowiekiem,który pracuje w perfumerii i właściwie to niczym się nie wyróżnia. W sumie to wszystko się zgadzało,oprócz tego ,że człowiekiem nie była. Sydney często wolała ludzi ,którzy są biedni ,ale ciekawi.Sama nie uważała się za ciekawą więc taka znajomość poprawiała jej samoocenę.
Lana była taka młoda-pomyślała Sydney .Taka wolna, taka ciekawa świata, tyle przede mną.
-hej , hej ? -ktoś szturchnął ją w łokieć. To była Lana .Chciała namówić ją na karaoke.
Skoro to ma sprawić jej przyjemność , to dobra-pomyślała i poszła na scenę wylosować piosenkę.
Wylosowała Foster the people-Helena Beat .
Wiedziała ,ze piosenka będzie trudna ,nieznana ,ale jednak ...
Gdy zaczęła śpiewać ,zamykała oczy . Nie lubiła odrzucenia. Jednak ...nikt się nie śmiał .
Wtedy poczuła ten zapach .Ostry , tajemniczy i ..znajomy .Gdy go zobaczyła ,przestraszyła się.
Potem była wkurzona. A potem przypomniała sobie co przez niego przychodzi i popatrzyła na niego wściekła.
piątek, 23 grudnia 2011
-ej , Luc ..Wychodzę na miasto , jesteś głodna ?-
-nie. chociaż w sumie to tak. przynieś mi w woreczku,najwyżej odgrzeje sobie w mikrofalówce.
-mhm,dobra . ale nadal mam wrażenie ,że coś jest nie tak odkąd tu weszłaś.
-nic mi nie jest. idź , tylko dostarcz mi pożywienie przed północą ,nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
Grace przytaknęła i wyszła z domu.Była pełna energii,więc żeby jutro oszczędzić sobie obserwacji na przydzielonej jej ulicy, udała się tam .To była alejka pełna turystów, o tej porze wszędzie były zaświecone kolorowe lampki, podświetlone stragany ,sklepy te firmowe, i te nie.Zaczęła węszyć.Po chwili doszła do perfumerii ,gdzie niespodziewanie zgubiła trop.
niech to szlag-pomyślała i weszła głębiej , pomiędzy półki z kosmetykami .Nagle wpadła na jakąś rudą dziewczynę i zmierzyła ją swoim spojrzeniem typu ,, kurde , uważaj trochę``.
-pomóc w czymś ? -spytała.
Grace po chwili zorientowała się ,że ruda tutaj pracuje.
-wątpię ,żebyś mi pomogła choć w jednej rzeczy ,którą chce. -powiedziała ,ale zobaczyła jej oczy . Szare i duże.
Jak dotąd znała tylko jeden sposób na sprawdzenie tożsamości pod względem , człowiek czy wampir.Wzieła farbę do włosów i niby przypadkiem przecięła sobie kawałek skóry na dłoni.
Podniosła oczy na dziewczynę i czekała na jej reakcję.
--- Sydney ---
Powoli nadchodził koniec tego dziwnego dnia. Po odwiedzinach Lucy , wszystko zaczynało wracać do normalności. Gdy wyglądała za szybę perfumerii widziała oświetlone stragany , tłumy turystów ,ławki .Wiedziała też ,że za tym zgiełkiem , gdy przejdzie się małą uliczką co tydzień odbywa się koncert. Były na nim różne nieznane zespoły ,ale grały muzykę ,która wydawała jej się znacznie ciekawsza od innych . Tam czuł się bezpiecznie, jeszcze nigdy nie spotkała tam kogoś takiego jak ona. Tydzień temu występowała dziewczyna ,która śpiewała covery Lykkie Li , potem zespół rockowy i dwie dziewczyny ,które taniec brzucha wykonywały na zmianę z śpiewaniem repertuaru Shakiry.Chodziły plotki ,że od czasu do czasu przychodzą tam wysłannicy wytwórni płytowych szukający kogoś z ciekawą historią i interesującym głosem.Sydney postanowiła sobie ,że kiedyś tam wystąpi ,jednak w chwili obecnej siedziała w perfumerii w ostatniej godzinie swojej zmiany i była już dosyć zmęczona.Właśnie szła , poprawiać ułożenie kosmetyków na półkach ,gdy zderzyła się z ciemną brunetką ,która popatrzyła na nią złym wzrokiem.
-też jakoś specjalnie nie mam ochoty tu być pomyślała Sydney ze złością ,ale z wymuszonym uśmiechem spytała się jej czy może w czymś pomóc. Brunetka odpowiedziała jej ,że nie w tym co by chciała . A potem ...potem poczuła mocny zapach krwi. Silniejszy od ludzkiej. Okazało się ,że to brunetka się przecięła.Sydney starała się pohamować głód ,ale była pewna ,że było go widać nawet w jej oczach.Brunetka popatrzyła się z satysfakcją.
-witaj , słońce. Lucy mi trochę o tobie opowiedziała.Na mój pech ominęła imię.Wyświadczysz mi więc ten zaszczyt i mi je wyjawisz ?
W Sydney wszystko się gotowało. Po co one się wtrącały do jej życia ? !
-Nazywam się Sydney i mam w dupie wasze sprawy ! Zostawcie mnie w spokoju , !
-A więc Sonny ..-zaczęła ale jej przerwano.
-Nie Sonny , tylko Sydney !
-Rany , a więc Sydney . To tylko ostrzeżenie. Ktoś poluje na naszym terytorium. Ktoś równie stary jak my i jak widać doświadczony.Ktoś ,kto sie nami interesuje i nie znamy do końca jego zamiłowań jedzeniowych.Więc uważaj , bo dziś jesteś Sydney a jutro możesz być obiadem . -powiedziała i wyszła.
Zamurowało ją. Nie spodziewała się takiej przemowy. Żegnaj spokojny końcu dnia-pomyślała i udała się do banku krwi. Skoro ma jakoś przeżyć musi mieć dużo siły.
Grace usiadła na ławce.Od kiedy rozstały się z Lucy ,całkiem nieźle się bawiła.Zauroczyła jakiegoś lekarza ,żeby skoczył jej do banku krwi,chodziła po sklepach ,zrobiła sobie drugą dziurkę w u uchu ,potem jakiś koleś kupił jej kolczyk .Oczywiście przez cały czas musiała sprawdzać czy nie czuje wampirzego zapachu .Teraz siedziała na ławce i wyjęła telefon ,żeby zadzwonić do Lucy .Umówiły się pod domem .
-i co?-spytała się jej gdy dotarła na miejsce.
-spotkałam wampirzyce,nie szkodliwą i w sumie to przestraszoną.Pracuje w perfumerii , 3 ulice z tąd.Jutro ty idziesz.
-dobra . ja nic nie znalazłam .
-właśnie widzę. nie kiepski kolczyk.-powiedziała Lucy i weszła do domu.
Grace odczuła wstyd. Mogła się bardziej przyłożyć do poszukiwań. Chociaż w sumie -co innego mamy do roboty ? -pomyślała.W końcu mają na to całą resztę życia.Gdy poczuła ,że w sumie to dobre usprawiedliwienie ,weszła po schodach i otworzyła drzwi .Wtedy poczuła dziwny zapach. W sumie...był taki wampirzy. Popatrzyła na Lucy ,która stała nie ruchomo przy drzwiach .Jakby doznała głębokiego szoku.
-hej ,co jest ? czujesz ten zapach?-spytała .
-nie ważne. idę do swojego pokoju.
Pierwszą myślą Grace ,było to ,że ona coś ukrywa.Gdy pomyślała drugi raz przyszły jej go głowy bardziej optymistyczne wersje-może to zapach kota ,którego trzyma potajemnie ,może to jej nowe perfumy ?
--- Lucy ---
Lucy weszła do swojego jasno niebieskiego ,dużego pokoju.Były tam białe drewniane meble , duża przestrzeń ,wielkie łóżko z białego metalu i ogromne okno ,prawie na całą ściane. Było tu przestrzennie, to było dobre miejsce do przemyślenia kilku spraw.
Lucy usiadła po turecku przy oknie i przypomniała sobie zapach z dołu.Był ...jakby znajomy.
środa, 21 grudnia 2011
6.
-Ok, a więc zaczynamy.Powiedz mi wszystko o sobie.A wiedz ,że czuje kiedy ktoś kłamie.
-to może byś się przedstawiła-mruknęła Sydney nie bardzo wiedząc jak wybrnąć z tej dziwnej sytuacji.
-to tylko formalności ,ale skoro tak ci zależy .Lucy . a teraz gadaj.
-skoro ci tak zależy-powtórzyła za nią Sydney ironicznym głosem,jednak gdy zobaczyła minę tej drugiej postanowiła powiedzieć jej to co chciała.
-Sydney, 60 lat ,pracuje w perfumerii jak widzisz,mieszkam niedaleko stąd .pasuje?-
-niekoniecznie. Jesteś dosyć młoda. A co z przemianą ?
-nic ciekawego.
-Czy ty nie zdajesz sobie sprawy ,że mam w dupie twój komentarz ? sama ocenie.
Sydney miała już powoli dosyć. Może się bała ,ale nie lubiła gdy ktoś jej groził.
-po prostu jakiś gościu, podszedł do mnie ,przemienił ,powiedział co i jak i zniknął raz na zawsze.
-odpowiedziała.
-nic więcej nie pamiętasz ?-spytała się Lucy.Miała wrażenie ,że Sydney za bardzo się izoluje. Jakby uciekała od tego kim jest.
-nic.
Lucy zbliżyła się do niej, wciągnęła jej zapach,zapamiętała i poszła w kierunku wyjścia.
-a nie lepiej było by wsiąść numer telefonu !?-zawołała za nią Sydney
-chyba sobie kpisz dziecino. -odpowiedziała Lucy i wyszła zostawiając roztrzęsioną dziewczynę samą.
W chwili jej wyjścia ,Sydney poczuła się okropnie. Przez cały czas uciekała od tego kim jest.Ale właśnie uświadomiła sobie ,że już tak nie może. Nie po tym co się stało.
wtorek, 20 grudnia 2011
5
Z rozmyślań wyrwał mnie zapach .Był ciekawy, jednak nie ten co na plaży.Instynktownie postanowiłam za nim podążyć.Biegłam uliczkami aż dotarłam do jakiejś alejki turystycznej.Pełno tu ludzi z aparatami i (o zgrozo!) skarpetkami do sandałów .Było tu tak tłoczno ,że musiała zmienić tempo na wolniejsze.W końcu dotarła do źródła zapachu.Była to ..perfumeria.Lucy weszła do niej i ...straciła trop.Trudno było rozróżniać zapachy ,gdy czujesz naraz kilkadziesiąt perfum.Zrobiło jej się nie dobrze,więc weszła na zaplecze. Siedziała tam drobna ruda dziewczyna ,która wyrzucała zużyte testery.
-witaj słonko ,-mrukneła
Dziewczyna spojrzała się na nią swoimi stalowymi oczami .Gdyby nie one , nie rozpoznała by jej.
-kim jesteś?-spytała się marszcząc czoło.
-ach. ciągle te same pytania. kim jesteś ? czego chcesz ? to juz nudne . wolałabym usłyszeć ; oo, Lucy jak pięknie dziś wyglądasz.Jestem tym co ty -wampirem.Masz całkiem niezły kamuflaż ,ale mnie nie zmylisz.
Ruda wypuściła powietrze z ust. Oto nadszedł koniec jej spokojnego życia.
sobota, 17 grudnia 2011
4.
-Lucy , włącz klimatyzacje- jęknęła Grace
-już jest włączona ! Chodź ,pamiętasz kogo mamy szukać ?
-złego wampira.pamiętam-powiedziała i poszła się przebrać.
Grace manipulując ludźmi , urządziła sobie całkiem niezłą garderobę .Pomieszczenie do połowy ścian było białe ,pionowe deski a pozostała część ścian była pomalowana na kolor ciemnego ale jaskrawego różu,wchodzącego w fiolet.Były tu dwa wiszące fotele z białej wikliny i telewizor plazmowy.Kiedy wchodziło się do tego pomieszczenia, na wprost znajdowały się szklane przesuwane drzwi , za którymi były ciuchy jej i Lucy. Grace uwielbiała to pomieszczenie,było takie ...dziewczęce ? Przypominało jej czasy gdy nie wiedziała ,że tata jest złym wampirem,a jej największym zmartwieniem było zaliczyć klasówkę.Otworzyła szklane drzwi i ubrała się w jasne jeansowe spodenki , pomarańczową bokserkę i na to bardzo luźną białą bluzkę z pomarańczowym uśmiechem i krótkim rękawem.Ubrała by najchętniej samą luźną koszulkę ,ale wtedy przyciągała by za dużą uwagę, a gdy słyszała ,ze jest ubrana nie przyzwoicie to wpadała w szał. Dla Lucy wzięła ciemno jeansowe spodenki i rażąco żółtą luźną bluzkę na ramiączkach.
Usiadła na chwilę na wiszącym fotelu i przypomniała sobie jak kiedyś przyprowadziła sobie tu Jay`a , bogatego chłopaka z dobrej dzielnicy . W sumie to coś do niego czuła,ale nie przeszkodziło to jej ,żeby go wykorzystać.Przynosił jej firmowe rzeczy , perfumy i mówił ,że ją kocha ,ale gdy pewnego dnia powiedział ,że rodzice nie pozwalają mu już nic brać z konta bo wydaje duże pieniądze na jakieś prezenty .Nie chciała stawać mu na drodze do szczęścia, dał jej już i tak dużo.Pozwoliła mu odejść, ale w głębi duszy trochę tęskniła.
-ej , Grace ? co z tobą ? -spytała się Lucy ,która znudzona czekaniem przyszła do garderoby.
-nic,nic.przypomniałam sobie o tym chłopaku,nazywał się Jay , pamiętasz ?
-nie nazywał się Jay ,tylko Josh .Ty go nazywałaś Jay ,bo tak wolałaś.
Grace, właśnie uświadomiła sobie ,ze była egoistką. Naprawdę ,kazała mu pozwolić się nazywać Jay ?
-aaa, już wiem o co ci chodzi. To ten nam zawsze kupował conwersy , ray-bany i inne pierdoły. Akurat gdzieś widziałam żółte i pomarańczowe.
Ona nazwała go chłopakiem od ..drogich prezentów ?-pomyślała Grace ,ale już nie miała czasu na głębsze rozmyślania. Ubrała buty i zeszła na dół ,gdzie czekała na nią Lucy.
-to gdzie zaczynamy szukać ?-spytała ją.
-jak to gdzie ? w tym mieście-odpowiedziała Lucy i otworzyła drzwi.
piątek, 16 grudnia 2011
3.
-tez chce być szczęśliwa, Lucy-powiedziała Grace i wstała.
-gdzie idziesz ?-spytała Lucy.
-idę poszukać tego wampira . Może się wreszcie na coś przydam .
I pobiegła.Po drodze zaczepiło ją kilku facetów ,ale nie zwróciła na nich uwagi .Całą uwagę koncentrowała na zapachu.Wiedziała ,że Lucy za nią idzie ,ale to była jej rezerwa,jej ubezpieczenie.
Nagle usłyszała wrzaski .Pobiegła w ich kierunku ,przewracając po drodze ludzi i stoły.Na piasku leżał młody chłopak.
Jedni mówili;przedawkował, alkohol zrobił swoje.Ale ona widziała ranę w kształcie kółka-oznakę najbardziej ironicznego i podłego sposobu wypicia krwi.
Gdybym nie rozpaczała nad swoim pieprzonym życiem, ten chłopak by żył-ta myśl chodziła jej po głowie i za cholerę nie chciała przestać.
Po chwili podbiegła do niej Lucy.Kiedy zobaczyła ślad kółka , popatrzyła na Grace i naszły ją te same wątpliwości .
-Złapie go L. Złapie go .Nie wolno tykać kogoś ,kto ma kochających go ludzi.Naszej kolacji , nie starczyło na zapłatę czynszu i był w depresji.
-Złapiemy go razem Grace. Dla nas,dla innych , dla kogoś komu ocalimy życie lub..
-lub uchronimy od takiej pieprzonej przyszłości jaka nas czeka-dokończyła Grace , rzuciła ostanie spojrzenie na biednego chłopaka i odeszła cholernie zła.
2.
-gdzie się wybierasz , jeśli można wiedzieć ?
-nie ja , tylko my. ubieraj się i idziemy .Ubierz coś wygodnego.
Spięłam włosy w wysokiego kucyka i czekałam na nią przy drzwiach.
Grace wróciła po chwili w wąskich jeansach i seledynowej bluzie przez głowę. Założyła buty i wyszłyśmy w domu.Poszłyśmy w wyjątkowe miejsce-to była plaża na której się poznałyśmy.
Powoli się ściemniało , ale na plaży nadal trwała jakaś impreza, wrzucanie ludzi do wody i grill.
-kocham i nienawidzę to miejsce -powiedziała i uśmiechnęła się na wspomnienie smaku krwi.
-W sumie to....Grace , czujesz to ?!
-a co mam czuć?
-na tej plaży jest inny nieśmiertelny.wciągnij jeszcze raz powietrze ,zamknij oczy i się skoncentruj.
Grace , była zła na siebie ,że nadal nie opanowała takich rzeczy do perfekcji.Posłuchała Lucy i zrobiła według jej życzenia.Wtedy to poczuła.Jednak ten zapach był jakby..jakby , znajomy..
-czuje . i co teraz ?
-nie mam pojęcia . Ostatnim nieśmiertelnym ,którego poznałam byłaś ty.A tak w ogolę to chciałabym poznać twoja historię.
-nie chcę o tym rozmawiać.
-Grace, ale ja muszę to wiedzieć.Przyszedł taki czas , w którym musisz być ze mną szczera.
-No oczywiście , proszę bardzo ! Wiedz ,że byłam jakimś pieprzonym eksperymentem !Mogłam mieć normalne życie,ale go nie miałam, bo nie dość ,ze jestem bestią to jeszcze patrzyli się na każdą moją wadę , na każde potknięcie!Byłam eksperymentem pod obserwacją ,ale uciekłam bo miałam tego zwyczajnie DOSYC !I gdy teraz myślę o tym pieprzonym nieśmiertelnym , przez którego moje życie przypomina nisko budżetowy horror , chce zemsty ! Tak, właśnie chce zemsty , chce mu powiedzieć w twarz ,ze może kiedyś był moim tatą ,ale potem postanowił zmienić mnie w obiekt badań !A jedyna osoba ,którą tak naprawdę chciałam zobaczyć była moja mama , też eksperyment ,tylko nieudany !-wrzasnęła Grace i z jej oczu wypłyneło coś w rodzaju łez.
Nie znam żadnego wampira z szczęśliwym rozpoczęciem-pomyślała Lucy i przytuliła ją.
1.
Księga pierwsza
Roździał 1 .
Lucy samotnie spacerowała po parkingu. Głód ją przerastał , głod ją niszczył .Zawsze w takich chwilach myślała o swoich ofiarach. Tyle bólu, tyle krzyku.Tyle krwi..Ale po pewnym czasie to już nie działa. Nie wiedziała gdzie jest Grace. Przecież obiecała ,że przyjdzie z pożywieniem/
Ale już nie miała czasu, nie miała siły ,żeby ufać .Postanowiła sama się pożywić.
Akurat zobaczyła mężczyznę. Nie żonaty, bez dzieci . Bez wyrzutów zaatakowała go .
Czuła jak buzuje w niej jej siła , wiedziała ,ze już nie jest głodna ,ale piła dalej.
-Lucy , zostaw go !-usłyszałam za mną głos.
To była Grace . Bez jedzenia.
-Nie miałam jak nic załatwić .Ale widzę ,ze już o to zadbałaś.
Przystanęła obok mnie i zaczęła popijać jeszcze ciepłą krew.
Nawet nie pamiętam od skąd jestem z Grace. Spotkałam ją pewnego ranka na plazy. Siedziała zaraz przy wodzie i wiatr rozwiewał jej ciemnobrązowe włosy.
-uwierz nie chcesz się zbliżać –usłyszałam warknięcie.
-nie była bym taka pewna –odpowiedziałam cicho. Dopiero co się pożywiłam. Pożywiłam na kimś...Co miało by mnie wystraszyć.
-sama chciałaś –powiedziała i się do mnie odwróciła, miała twarz umazaną krwią. Świeżą krwią.Podniosłam palec , zbliżyłam do jej policzka i umazałam go w krwi. Jej mina zdziwienia gdy ten palec wylizałam z rozkoszą-bezcenne.
Odtąd zawsze byłyśmy razem. Przez wszystkie chwile ,które byłyśmy razem czułam ,że nie jestem sama. Problemem ,który nie uznałam za istotny był mój brak wiedzy na jej temat.
Właściwie to sama nie jestem dumna z swojej historii więc nic nie oczekiwałam .
-pojedźmy gdzieś !-zawołała gdy skończyła się pożywiać.
-ciekawe jak.- mruknęłam chociaż dobrze wiedziałam co i jak.
Zawsze można przecież kogoś zauroczyć , zmanipulować. ludzie łatwo się na to nabierają.
-to tylko ludzie-odpowiedziała ,ale spuściła głowę. Zawsze wydawało mi się ,że też mieszkała z ludźmi.
Objęłam ją i podeszłyśmy do jakiejś taksówki
-A teraz posłuchaj mnie skarbie. Podwieziesz nas do mieszkania a potem , załatwisz mi swoją krew , tylko nie mieszaną . I zanim to zrobisz zjedz coś ostrego, to poprawia smak.
Facet posłusznie pokiwał głową i zawiózł nas tam gdzie mu kazałam.
Epilog
Dzienniki Lucy .
Epilog.
Historia ta zaczyna się 150 lat temu w małym islandzkim miasteczku. Właśnie tam po raz pierwszy słyszano o Lucy Lawson , 2 października w pochmurny dzień.
Hope Lawson i jej rodzina doczekali się drugiego dziecka. Większość ludzi cieszyła się z ich szczęścia. Ja nazywam się Charles Winston i nigdy nie wierzyłem ,że to dziecko wniesie coś dobrego.Gdy zobaczyłem pierwszy raz te stalowe oczy – wiedziałem ,ze coś jest nie tak.Jakże inne było to dziecko od reszty rodziny Lawson.Nie przypominała w niczym jej ,,rodzicielki `` Hope , tak samo jak reszty rodziny.
Jednak czy ktoś się tym przejmował ?Odpowiedź jest krótka i dla niektórych wzruszająca ; nie. Kochali Lucy , a ona z dnia na dzień ich zadziwiała. Zawsze dostawała to czego chciała, urodzona przywódczyni ,ale jaka cicha. Tylko te jej oczy zdawały się działać na innych , zawsze gdy tego chciała.
7 lat po jej urodzinach , widząc ją dostrzegałem tylko stal jej źrenic. Gdy miała 14 lat widać było ,że przyciąga uwagę .Bardzo jasne blond włosy i niezwykle ciemno szare oczy, przy zielonookich członkach rodziny wyglądały tak inaczej.
Kiedy miała 17 lat ,jej mama zginęła .Wtedy rodzina Lawson wyprowadziła się do większego miasteczka .
Możliwe ,że moje przypuszczenia o tym jak zginęła Hope są prawdziwe .
Gdyby tylko widziała to co ja , może jej życie skończyło by się inaczej. gdyby tylko wiedziała o tym ,że w dniu 17 urodzin jej córki coś zaczeło się z nią dziać , coś co przekroczyło jej najśmielsze oczekiwania.
Wampiry to cos co przekracza oczekiwania ludzi. Najgorzej jest gdy osobnik jest niedoświadczony-wtedy przez przypadek może kogoś przemienić.
Skąd to wiem ? Ja Charles Winston ,jestem pierwszą ofiarą Lucy Lawson.