Pomyślała ,że pójdzie do Sydney . A właściwie zrobić jej pogrzeb . Weszła do starej kamienicy . Według niej nie dało się tu mieszkać.Była stara , odpadał tynk z ścian . Lucy współczuła Jaredowi . Nie powinien tu mieszkać . Otworzyła drzwi kopniakiem i zaświeciła światło. Żadnego ciała , żadnej krwi. Jedynie pozostałości po jakiejś imprezie .Już miała wyjść gdy z jakiegoś pokoju wyszedł Jared .
-wiedziałem ,że przyjdziesz-powiedział ,jakby bez emocji -a teraz idziesz ze mną .
-nie pieprz głupot , tylko pokaż ciało-
-nie ma ciała-
-jak to nie ma ciała ? a zresztą nie to nie . idę -
-nigdzie nie idziesz Lucy . Przynajmniej dopóki nie porozmawiasz z kimś . Jest tu ktoś kto chciał się z tobą spotkać .-
Lucy zastanawiała się nad sensem jego wypowiedzi . Przecież myślała ,że wszystkie sprawy już zamknęła . Pomimo ,ze nie była bardzo starym wampirem był już Maksymilian ,którego kochała ,ale wtedy myślała ,ze wszystko jest takie proste . Przemieniła go .A potem kochała się z innymi .Jego odejście było dosyć huczne...
Poprzemieniał kilkunastu ludzi i próbowali ją zabić . Miała większe doświadczenie od nich ,więc przeżyła .Ale od tamtego wydarzenie nie ufała już nikomu.O ile chciała zaufać Grace , to było tylko pozory . Lucy nie ufała nikomu . I nie podejrzewała , żeby to się zmieniło w najbliższym czasie .
-ten ktoś jest tchórzem skoro nie ma odwagi samemu podejść -odparła.
-radziłbym Ci uważać na słowa -mruknął i wskazał ręką na pokój ,z którego wyszedł .
-umiem o siebie zadbać -odpowiedziała Lucy i weszła do ciemnego pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz