piątek, 24 lutego 2012

W tym samym czasie - LUCY

Gdyby wiedziała co ją spotka wzięłaby kołek .Jednak nie podejrzewając niczego po przejechaniu drogi która prowadziła ją do Cher zaparkowała auto na parkingu i założyła na ramię torbę ,którą wcześniej położyła na tylnych siedzeniach . Wtedy podszedł do niej młody chłopak w niestylowej odblaskowej kamizelce .Pewnie parkingowy-pomyślała Lucy i postanowiła się odezwać .
-Musisz cierpieć ,co ?-
-Proszę ?-odpowiedział chłopak trochę zdziwiony jej pytaniem .
-Ja bym nie dała rady chodzić w tym odblaskowym czymś co jakimś cudem można określić słowem kamizelka .-
-O , o to pani chodzi . Da się wytrzymać . Do kogo pani przyjechała ?-
-nie przepada za formami grzecznościowymi . Jestem Lucy ,a dopóki nie powiesz jak się nazywasz będziesz dla mnie Maxem .
-Jestem Nick ,ale Maxem też być mogę .A więc do kogo przyjechałaś Lucy ?-
-Do Cheryll . -
-W takim razie poproszę o kluczyki , zawiozę pani auto na parking dla Vip`ów .
Lucy pogrzebała w torbie i po chwili rzuciła mu kluczyki.
-Tylko nie porysuj mi wozu-powiedziała i spojrzała ze strachem na swoje srebrne BMW .
Nagle zatrzeszczało coś w kieszeni Nicka .
-zaparkuje zaraz jak odbiorę . Poczekaj tu chwilę .-powiedział ,wyjął z kieszeni telefon i oddalił się .
Luc wyjęła z kieszeni gumę i włożyła ją do ust .Jednak gdy po chwili żucia straciła smak zaczęła wyglądać młodego parkingowego.Nadszedł po dwóch minutach .
-Zmiana planów .-powiedział-mam panią...znaczy Ciebie przyprowadzić do pewnego miejsca .-
-Ok ,ale samochód i tak chce dać na ten lepszy parking .-
-A więc ja zawiozę samochód a ty idź tą drogą ,tylko się nie wychylaj bo na premierze jakiegoś filmu okaże się ,że na nim jesteś . Jak miniesz studio 2 i teren na którym będzie dużo palm i basen to skręć w prawo . Pani Cheryll oczekuje Cię w studiu 3 .
-zapamiętam . Kluczyki dostarcz do mnie w ciągu najbliższej godziny . -powiedział i skierowała się na drogę ,którą jej pokazał .

wtorek, 7 lutego 2012

wyjaśnienia .

Grace nie znała młodej wampirki , więc uznała,że nie będzie się przejmować tym co o niej pomyśli .
Aż się oblizała gdy wyczuła świeżą krew i podeszła bliżej .
-znajdź sobie kogoś innego. On jest mój -mruknęła brunetka i stanęła jej na drodze .
-wzruszające . A teraz daj mi przejść . -
-mówię to ostatni raz . To ja go znalazłam .-
-jesteś tutejsza?-spytała się Grace nagle zbiegając z tematu .Może Meg kręci się gdzieś w okolicy i przy odrobinie szczęścia jej złość zmalała.
-możliwe. Kogo szukasz?-
-Megan Smith.-
-Osoby z takim popularnym nazwiskiem ,prędko nie znajdziesz. Ale z tego co wiem , okoliczne wampiry zamieszkują domy trzy ulice z stąd . -
-skąd będę wiedziała ,że dotarłam na miejsce?-
-powiem tak ; najwięcej zakopanych zwłok .Wyczujesz od razu .-
-dzięki mała . Masz ochotę wymienić się numerami ?-
-niech zgadnę -bawisz się w człowieka?-
-tak jakby.Dajesz czy nie ?-
-skoro Ci zależy .-
Kiedy wymieniły się numerami wampirka spojrzała z ciekawością na Grace.
-tego gościa Ci nie odstąpię -powiedziała spoglądając na nieprzytomnego człowieka-ale skoro jesteś taka głodna , to może mogę pomóc.
-co masz na myśli ?-
W odpowiedzi nieznajoma podstawiła jej rękę pod nos.
-tylko nie za dużo -mruknęła gdy ta piła jej krew.
-dzięki . To co ?Powiesz mi jak się nazywasz i jadę .
-Nazywam się Mia . -
-Grace . -powiedziała Grace ,pomachała jej i odeszła . Bez problemu znalazła auto .
Dopiero teraz uznała ,że jest bardzo w jej stylu .Mini Cooper w kolorze czerwonym .
Jechała przed siebie . Jednak już po chwili wyczuła to o czym mówiła Mia .Znowu zaparkowała na cudzym podjeździe i wysiadła z auta.
Zanim wyjechała z domu ubrała czerwone szpilki ,ciemne jeansowe rurki i różową marynarkę z czerwonymi mankietami.Całość dopełniał czarny podkoszulek i mała torebka w tym samym kolorze .Teraz pomyślała,że mogła ubrać inne buty . Ledwo przeszła parę kroków ludzie słyszący stukot szpilek odwracali się w jej kierunku . To było krępujące.

piątek, 3 lutego 2012

Była już w kinie ,galerii handlowej i teraz szła obładowana zakupami .Czuła się trochę samotna .Może powinna pojechać z Lucy ? . Jednak ta myśl szybko jej przeszła .Niby po co ma się znowu spotykać z Cheryll ? Nawet jej nie lubiła .A zresztą -czy ona kogokolwiek lubiła ?Ukradła jakieś auto z salonu , z ulgą wpieprzając wszystkie zakupy na tylne siedzenie. Wyjęła z torby stary album . Kiedyś miała świra na punkcie dokumentowania swojego życia.Jeszcze 12 lat temu miała całkiem sporo przyjaciół , a Lucy wariowała na punkcie pewnego Maxa . Zawsze kiedy przeglądała stare zdjęcia widziała jak wiele się zmieniło.Najbardziej lubiła zdjęcie z Megan .One dwie leżące na plaży , przy zachodzie słońca. Zostało zrobione ,gdy były w Kalifornii,obydwie na wakacjach . Właściwie to z wszystkim co przeżyła wiązała się jakaś historia. Niekoniecznie radosna . Myślała,że razem z nią są idealnymi przyjaciółkami. Uważała,ze tak ma być . Lucy z Max`em, a ona i Meg będą razem podróżować po świecie. Przemieniła ją . To nie w była decyzja w 5 minut .Myślała,że w ten sposób będą nierozłączne .Jednak Megan była wściekła .Powiedziała,że jej nienawidzi i spieprzyła jej życie .
To było złe -pomyślała Grace . Nigdy w życiu nie czuła się tak potwornie . Skazała kogoś na coś czego nienawidziła .
A teraz nagle zaczęło jej brakować jej towarzystwa.Dlatego właśnie skierowała samochód na drogę prowadzącą do miasta , w którym kiedyś mieszkała Meg . Opowiadała jej o nim .Podała adres ,żeby kiedyś mogła do niej przyjechać , wysłać pocztówkę.To było takie ludzkie -pomyślała Grace i skręciła w lewo.Powoli dopadał ją głód.Zatrzymała samochód na jakimś podjeździe i szłaprzed siebie . W końcu doszła do jakiejś kiepskiej dzielnicy .Miała szczęście . Wyczuła kogoś .
Skręciła za starą kamienice , ale była dosyć zaskoczona . Ktoś właśnie pożywiał się na osobie ,którą wyczuła . Podeszła bliżej i zobaczyła jasną brunetkę.
-Witaj nieznajoma -powiedziała ,a wampirka sie odwróciła.

czwartek, 26 stycznia 2012

tajemnice .

GRACE
Grace czuła się świetnie , pomimo ,że Sydney została zabita ,a Jared już pewnie też nie żyje . To ich sprawy . Ona ma swoje życie .
-hej Luc -powiedziała schodząc po schodach ,ale nikt jej nie odpowiedział.
Jadę na kilka dni do Cheryl . -przeczytała na kartce ,która była na stole.
Niezbyt podobała jej się perspektywa spędzenia dwóch dni samotnie . Lucy miała dużo znajomych . A ona ? Może i była bardziej lubiana ,ale nie lubiła wymagań . Zdecydowanie wolała nic nie znaczące znajomości . A Jared ?-spytała się sama siebie .Czy on też nic dla niej nie znaczy ?
Postanowiła jednak o tym nie myśleć . O trupach się nie rozmawia -skarciła samą siebie i zamówiła pizze.Po 20 minutach zamówienie dotarło.Poczęstowała się dostawcą ,ale pozwoliła mu żyć .
Zjadła pizze i postanowiła odnowić stare kontakty , o ile takie miała . Weszła po schodach i otworzyła drzwi do pokoju Lucy .Od razu rzuciło jej się w oczu wielkie okno na prawie całą ścianę.Nigdy nie wiedziała czemu jej współlokatorka tak bardzo lubiła się w nie wpatrywać.
Skierowała się do biurka . Lucy kiedyś kupiła komórki na wszelki wypadek .Grace wiedziała ,że znajdzie gdzieś tu kilka sztuk . W szafce były tylko stare albumy i książki . Na półce leżała lustrzanka . Jednak najbardziej ją zaciekawiła zawartość szuflady .Otworzyła ją i zobaczyła stare zdjęcie. Ostrożnie wyjęła je i przeczytała napisy na odwrocie . Evanna ? Naomi ? I jaki młodszy brat ?-zastanawiała się nad tym,ale tylko chwile .Schowała to z powrotem do szuflady i postanowiła spytać o to Lucy ,gdy wróci . Podeszła do małej szafki . Było w niej szare pudełko w niebieskie kropki .Kiedy zdjęła z niego pokrywkę jej oczom ukazały się telefony . Wybrała jakiś dotykowy Samsung i uśmiechnęła się do lustra.
-a teraz pobawimy się w człowieka -powiedziała ,uśmiechnęła się i włożyła komórkę do kieszeni.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

niespodzianka .

Weszła do ciemnego pokoju .Od razu poczuła obecność drugiej osoby .
-chciałeś mnie i masz kimkolwiek jesteś -mruknęła. Nie lubiła nie jasnych spraw.
Z mroku wyszedł młody chłopak , na oko miał 16 lat .
-Lucy Lawson zgadza się ?-
-zgadza . Czego chcesz mały ?-
-nie taki mały . Na prawdę mnie nie pamiętasz ,nie ?A zresztą jak .-odpowiedział ,przez cały czas przyglądając jej się uważnie -
-Nie , nie pamiętam . Mówisz kim jesteś ,albo wychodzę -
-Jestem ...twoim bratem . -
Lucy popatrzyła się na niego jak na wariata .Owszem była z domu dziecka , ale została zaadoptowana bardzo wcześnie . Nie pamiętała nic z tego okresu . W rodzinie ,w której się wychowała miała tylko siostrę .
-nie wierze Ci ,mały .Przykro mi ,pomyliłeś mnie z kimś a na dodatek zrobiłeś zamieszanie .Możesz przestać straszyć Jareda , chociaż sama nie wiem czym i powiedzieć mi gdzie jest Sydney ?-spytała się go.
-Mylisz się , nawet nie wiesz jak bardzo .-
-Możliwe , ale biorę na siebie ryzyko .-
-Jak Ci to udowodnić ?-
-co ?-
-To ,że jestem twoim bratem ! Chciałem Cię zobaczyć po tylu latach ,a ty masz to w dupie ?
-spytał się i spojrzał na nią wkurzony.
-A nawet jeśli jesteś , to co ? To nic nie zmienia .-
-Mogłem go posłuchać .-powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
-Zaraz . Kogo słuchać ?-
-Charlesa Winstona .Mówił ,że jesteście przyjaciółmi.Ale to nie ma znaczenia .Pewnie już się nie zobaczymy ,skoro nie chcesz mnie widzieć . Więc ,wszystkiego najlepszego Lucy .-powiedział i wyszedł z mieszkania .
Lucy zamurowało. Był 29 września . Za kilka dni będzie miała 121 lat .
Z kuchni wyszedł zestresowany Jared.
-poszedł już ?-
-człowieku , co ty sobie myślałeś ,żeby sprowadzać tu jakiegoś obcego gościa ? ! I jeszcze mieszać w to Sydney .-
Do mieszkania weszła Sydney , ubrana w czarne skórzane leginsy , granatowe Conwersy , białą luźną bokserkę . Rude włosy spięła w wysoki kucyk i nałożyła na nie granatową bandankę .Oczy podkreśliła czarną kredką . Miała dość bladą cerę .
-i co Jared, pożywiłeś się już ?-spytała -dobry był ,co ?
-Sydney do jasnej cholery , wytłumaczysz mi co tu się dzieje ?!-spytała ją Lucy.
-co się dzieje ? Rano poszłam się pożywić , a kiedy wróciłam Jareda nie było . Więc wróciłam się na miasto ,żeby zrobić zapasy .Wtedy spotkałam tego chłopca . Ładny , młody i grupa B . No to zaprosiłam go do mieszkania ,gdzie był już Jared . Zostawiłam ich samych i poszłam na koncert. o w tym dziwnego ?-odpowiedziała i otworzyła szeroko okno.
-Twój prezent mnie szantażował ,kochanie -odpowiedział Jared i objął ją w pasie.
-jak to ?-spytała się go Sydney.
-to był ktoś kto chciał się dostać do Lucy . Kazał mi iść do nich i powiedzieć ,że nie żyjesz .Musiałem zrobić wszystko ,żeby mi uwierzyły . Wiedział ,że ona tu przyjdzie ,sprawdzić sytuację .-
-i co dalej ?- dopytywała się go.
-spławiłam go -odpowiedziała Lucy -odprowadzisz mnie pod drzwi Jared ?-
Zdziwiony skinął głową i poszedł za nią .
-kurde , co ty tu odstawiasz ?-powiedziała jak tylko znaleźli się przy wyjściu
-nie rozumiem -
-a to co mówiłeś u nas !? Charles kazał mi jej pilnować ?-
-Bo kazał . Ale to moja sprawa . Serio ją lubię . Chyba-
-Widać ,że chyba .Gdyby było inaczej to z nią całował byś się na kanapie ,a nie z Grace-
-Twoja przyjaciółka i tak mnie w dupie . Byłem tylko kimś w stylu ; wykorzystać i zostawić ,wiem o tym -
-Przynajmniej się nie łudzisz .Ale pamiętaj ,ze następnym razem nikt Ci nie uratuje dupy. Wcale nie musiałam tu przychodzić -powiedziałam i wyszła .
Ten dzień był beznadziejny -pomyślała .
Jej ostatnią miłością był Maksymilian , Max . Który prawie ją przebił kołkiem ..
Zła i zmęczona dotarła do domu. Weszła po schodach i otworzyła drzwi wejściowe .Usiadła na kanapie w ciemnym salonie .Nagle zauważyła ,że coś leży na stole .Była to koperta zaadresowana dla niej .
Wzięła ją i otworzyła .
Na kolana spadła jej mocno podniszczona fotografia . Przedstawiała kobietę i dziecko w ogrodzie . Nie wiedziała po co ktoś jej to przesłał.Patrzyła się długo na zdjęcie ,aż w końcu dotarł do niej pewien fakt.Kobieta wyglądała zupełnie jak ona . Odwróciła fotografie . Napis z tyłu sprawił ,że ją zamurowało .
Islandia , 1891 .Evanna i Naomi Smith.

1981-wtedy się urodziła . Czy dziecko na zdjęciu to ona ? Czy powinna się nazywać Naomi ?-zadawała sobie pytania.
Nagle zauważyła drugi napis .
Wszystkiego najlepszego Lucy ,a może raczej Naomi . Twój młodszy brat .

Lucy schowała zdjęcie do koperty i schowała je w szufladzie biurka.Uznała ,ze to za dużo jak na ten dzień.

wtorek, 17 stycznia 2012

Dawni znajomymi ,robią problemy .

P o kilku godzinach grania Lucy ,postanowiła wyjść się pożywić .Zostawiła śpiącą Grace na łóżku i wyszła z domu .Nie miała najmniejszej ochoty na krew z worka .W pierwszej ,lepszej, ciemnej uliczce złapała byle kogo i zaspokoiła potrzebę.
Pomyślała ,że pójdzie do Sydney . A właściwie zrobić jej pogrzeb . Weszła do starej kamienicy . Według niej nie dało się tu mieszkać.Była stara , odpadał tynk z ścian . Lucy współczuła Jaredowi . Nie powinien tu mieszkać . Otworzyła drzwi kopniakiem i zaświeciła światło. Żadnego ciała , żadnej krwi. Jedynie pozostałości po jakiejś imprezie .Już miała wyjść gdy z jakiegoś pokoju wyszedł Jared .
-wiedziałem ,że przyjdziesz-powiedział ,jakby bez emocji -a teraz idziesz ze mną .
-nie pieprz głupot , tylko pokaż ciało-
-nie ma ciała-
-jak to nie ma ciała ? a zresztą nie to nie . idę -
-nigdzie nie idziesz Lucy . Przynajmniej dopóki nie porozmawiasz z kimś . Jest tu ktoś kto chciał się z tobą spotkać .-
Lucy zastanawiała się nad sensem jego wypowiedzi . Przecież myślała ,że wszystkie sprawy już zamknęła . Pomimo ,ze nie była bardzo starym wampirem był już Maksymilian ,którego kochała ,ale wtedy myślała ,ze wszystko jest takie proste . Przemieniła go .A potem kochała się z innymi .Jego odejście było dosyć huczne...
Poprzemieniał kilkunastu ludzi i próbowali ją zabić . Miała większe doświadczenie od nich ,więc przeżyła .Ale od tamtego wydarzenie nie ufała już nikomu.O ile chciała zaufać Grace , to było tylko pozory . Lucy nie ufała nikomu . I nie podejrzewała , żeby to się zmieniło w najbliższym czasie .
-ten ktoś jest tchórzem skoro nie ma odwagi samemu podejść -odparła.
-radziłbym Ci uważać na słowa -mruknął i wskazał ręką na pokój ,z którego wyszedł .
-umiem o siebie zadbać -odpowiedziała Lucy i weszła do ciemnego pokoju.

niedziela, 15 stycznia 2012

brak wyrzutów sumienia.

Po dwóch godzinach udawania ,że nie słyszy żadnych odgłosów z dołu Lucy postanowiła zejść na dół .Miała już dość siedzenia na jej fotelo-hamaku .Aż jej się zbierało na wymioty od bujania się.
A więc zeszła po schodach i odetchnęła z ulgą . Jared już pewnie wyszedł , bo Grace właśnie siedziała na kanapie z laptopem na kolanach .
-Luc , a może wybierzemy się gdzieś na wakacje ? Tajlandia , może Maroko.Ewentualnie Grecja .Chociaż tak na prawdę chciałabym jechać do Australii .Ale wkurza mnie ,ze gdziekolwiek nie pójdę to coś pieprzą o wizach i trzeba ich zauroczać i ..-zaczęła mówić Grace ,ale zobaczyła wzrok Lucy-hej co jest ?
-może Jareda też zabierzemy?-powiedziała ironicznie wampirka .
-Jared ? A kto to taki ? To tylko takie moje dowartościowanie.To by się nie stało ,ale wypędził mi tego modela , Rosjanina....-
-ok, rozumiem . A jak już mówimy o wyjazdach -pamiętasz Cheryl ?-
-jasne ,że pamiętam Cher.Jak mogłabym zapomnieć kogoś kto był już modelką , surferką ,rezydentką i Bóg wie co jeszcze.Lubię tą laskę . Gdyby nie ona nie poznałabym tych modelów .-powiedziała Grace i uśmiechnęła się na samo wspomnienie wysokich chłopców .
-a więc Cheryl proponuje nam , żebyśmy pomogły jej przy programie ,który teraz kręci. W tym wcieleniu jest reżyserką , czy coś w tym stylu.Są tam ładni chłopcy i myślę ,ze może być ciekawie .I tak nie mamy nic do roboty-
-pomyślę nad tym . W tym momencie szukam czegoś bardziej...ekstremalnego.Najlepiej coś z wodospadami . Uwielbiam wodospady -mruknęła Grace,która od jakiegoś czasu chciała poczuć coś ekscytującego. Coś czego jeszcze nigdy nie robiła.Miała dość nudnego życia .
-wodospady mówisz ?-zaczęła Lucy ,ale przerwały jej gwałtowne kroki .
To był Jared ,który wbiegł do domu .
Był .....przerażony .
-Sydney nie żyje !-wrzasnął i spojrzał się na nie z rozpaczą.
-zmyślasz . -powiedziała Lucy i spojrzała na niego zła . Nie miała ochoty na głupie żarty.
-sama zobacz ,jak nie wierzysz ! Ja zresztą już też nie żyje -Charles skręci mi kark jak się dowie ,że jej nie przypilnowałem !Dziwka ,nie uważała a teraz ja za to oberwę !-zaczął mówić , bardzo wkurzony .
-ty ! zawarłeś .układ . z .nim !?-spytała blond wampirzyce , nieźle wkurzona .
-nie zawarłem ! on mnie zmusił !-wrzasnął Jared. Najwidoczniej żałował tego ,że jest w to wplątany . A kiedyś wiódł całkiem normalne życie...
-Grace,pomóż -powiedział do niej .On nie prosił . Nie miał już nic do stracenia -błagał ją o pomoc bo nie miał kogoś innego.
-Jared , łączy nas godzinny romans , nic więcej -powiedziała Grace. Czego on od niej wymaga ?Nie będzie mu ratować dupy .
-rozumiem -powiedział ,chociaż jego mina wskazywała na coś innego-a przynajmniej położysz czasem mi kwiatki na grobie ?-
-Jared. Mówię to ,żebyś mnie potem nie nawiedzał ,czy coś w tym stylu- nie będziesz miał pogrzebu .Nikt się nie zorientuje ,że już Cię nie ma na tym świecie . Najprawdopodobniej Charles zakopie Cię gdzieś w Kambodży , gdzie w czasie wielkiego głodu Cię odkopią i zjedzą . No to było by na tyle-powiedziała Grace i zostawiła go samego.Wiedziała ,że powoli do niego docierało co go czeka.Weszła do swojego pokoju gdzie zastała Lucy .
-i co robimy ?-spytała się jej .
-nie wiem . To nie nasz problem Luc . Jedyne na co teraz mam ochotę to relaks.-
-To co......Gramy w Dance Star party ?-
-Gramy w Dance star party-powiedziała rozbawiona Grace i wyciągnęła z fioletowego pudełka kontrolery ruchu .

piątek, 13 stycznia 2012

Nowe życie

SYDNEY .

Sydney szła powoli zapełniającą się turystami ulicą .Była 9;06 , 29 września. Właśnie wyszła z perfumerii ,w której przepracowała ponad rok ukrywając się .W sumie to była z siebie dumna . Czuła ,że jej życie się zmienia na lepsze ,dzięki czemu ma nowe możliwości.
Kiedy weszła do kamienicy ,w której ostatnio zostawiła Jareda napadły ją wątpliwości .
Może powinna przestać go wykorzystywać i dać wolną wole .Przecież marnuje mu życie ,a on nie będzie żył wiecznie .
-cześć Sydney . gdzie byłaś ?-powiedział Jared,który w tym samym momencie wyszedł z mieszkania .
-nie ważne . załatwiałam stare sprawy.
-jakie stare sprawy ?-
-już nie ważne . mogę Ci zadać pytanie ?
-jasne kochana -
-nie przeszkadza Ci to ,że .....jesteś mi podporządkowany ? -
-oczywiście ,że nie.A ty już pewnie jesteś głodna -powiedział i przejechał palcem po szyi .
Pewnie ,że była .Podeszła bliżej i zatopiła zęby w jego szyi .
-Jared .-powiedziała i oderwała się od niego.
-tak ?-
-nie możemy tak już zawsze.
-nie zadowalam Cię ?-powiedział i ze smutkiem spojrzał w jej szare oczy .
-Niczego Ci nie zarzucam .Po prostu .... nie będziesz żył wiecznie . Nie mogę się do Ciebie przywiązać.-
-To mnie przemień Sydney . Przemień mnie i przestań narzekać.-
-Nie wiem czy to dobry pomysł .Zepsuje Ci życie . -
-nie prawda -odpowiedział i spojrzał na nią prosząco.
Sydney nie mogła się powstrzymać . Czemu ma sobie odmawiać towarzysza życia ?
Przystąpiła wiec do czynów.
CZTERY godziny potem

Jared obudził się na fotelu w swoim mieszkaniu w kamienicy .Poczuł siłę ,krew buzowała mu w żyłach .Był wampirem !Nareszcie . Był taki zły ,gdy Charles Winston podszedł do niego na tym koncercie i zauroczył . Musiał od tej pory pilnować Sydney .Teraz już ona nie może mu rozkazywać.Jednak miał ważny powód ,aby wytrwać przy tej wampirce - jeśli Charles się dowie ,ze ją opuścił ,bez problemu skręci mu kark. Miał też niestety nakazane się nie ujawniać .Chciał być wampirem dla własnej satysfakcji ,nie był głupi .To ,że kazano mu pilnować Sydney było nie do wytrzymania. Bardziej pociągała go Grace ,była taka sexi.A przy tym był pewny ,ze miałby u niej jakieś szanse.
Wstał z fotela i przeczytał kartkę ,która leżała na stoliku obok
Poszłam się pożywić . Teraz już nie mam Ciebie ,więc niestety muszę.Zostawiam Ci woreczek krwi.
XOXO .Sydney.

Jaka ona jest naiwna -pomyślał i wypił krew ,którą mu zostawiła .
Postanowił korzystać z życia.Napisał kartkę ,że wychodzi na spacer i otworzył drzwi . Dopiero teraz zobaczył jak naprawdę wygląda kamienica numer 6 w środku.Brudne ściany , zadrapane drzwi , wybita szybka w gablocie . Aż się zdziwił ,że kiedyś mu się tu podobało.
Wyszedł na pole i zaraz wywęszył Grace.Postanowił pobiec . Dotarł na miejsce tak szybko ,jak nigdy mu się nawet nie śniło.
Stał przed dużym ładnym domem .Wbiegł po schodach i otworzył drzwi wejściowe.
Ku jego zdziwieniu na kanapie leżała ...Grace.Niestety nie leżała sama i dokładnie na kanapie .Leżała na jakimś facecie . Całowali się .
-Grace ! ? - powiedział ,trochę zbyt głośno .
Wampirka szybko wstała z kanapy i poprawiła włosy .W jej ślady poszedł facet z kanapy.
-Jaka Grace ? To moja Jasmine ! Znasz go ,da ? -powiedział i zmierzył Jareda wzrokiem.
- nie .znaczy da . znaczy .... nie wiem kto to -odpowiedziała Grace z niepewnością.
-mogę usiąść ?-spytał Jared i bez pozwolenia usiadł na fotelu.
-to coś może być jakieś zboczone . wyrzuć go . -odezwał znowu facet .
-nie . on zostaje -odpowiedziała i usiadła na drugim fotelu.
-wariat zostaje !?-
-da . wariat zostaje,-
Gościu pocałował ją w policzek i wyszedł.
-widzę ,że sprowadzasz sobie tu jakiś Rosjanów.-powiedział Jared i uśmiechał sie ironicznie.
-możliwe. czasami też mam ochotę na całowanie . dziwnie mi się do tego przyznawać.-odpowiedziała trochę zmieszana. Ubrana była mniej więcej tak jak Lucy rano .Jasno szare ,dresowe spodnie bombki i jasnoróżowa bokserka . Ciemno brązowe włosy miała upięte w luźny ,wysoki kok.
-nie masz się czego wstydzić . zobacz na mnie .Nareszcie zostałem przemieniony !.-
-no widzisz . Sydney łatwo do czegoś namówić.-
Grace była w złym humorze.Brakowało jej bliskości tego Rosjanina . Nie chodziło tu o jego osobę , tylko to co jej miał do zaoferowania.
-lubisz ją co ?-
-kogo ? Sydney ? -
-tak ,twoją ukochaną Sydney .-
-lubię ją ,ale nie najbardziej .-
Grace spojrzała mu w oczy .Lubił gdy to robiła .
-nie kłamiesz ?-
Jared już miał dość tej rozmowy . Tak bardzo chciał przejść do rzeczy . Tak bardzo miał ochotę ,być chociaż przez chwilę tak blisko z nią jak ten gościu.
-głupi Rosjanin .-mruknął przez nie uwagę.
-jaki ,kurde Rosjanin ?-
W odpowiedzi zobaczyła jak Jared się zbliża do jej fotela .Usiadł na bocznym oparciu i popatrzył jej w oczy .
Pocałunki zajęły im dużo czasu . Rozumieli się bez słów.Mogli tak w nieskończoność.
Nagle otworzyły się drzwi . Do pokoju weszła Lucy Lawson . Na początku otworzyła szeroko oczy ze zdumienia ,jednak po chwili uznała ,że to nie jej sprawa.
W końcu znała Grace . A Grace nie znała wyrzutów sumienia.



wtorek, 10 stycznia 2012

Droga powrotna.

Lucy po drodze do domu postanowiła się pożywić. Zatrzymała się przy barze szybkiej obsługi i poszła na zaplecze. Z doświadczenia wiedziała ,że to właśnie tam zawsze są ludzie bez chęci do życia. Oni nigdy się nie opierają-pomyślała Lucy i otworzyła stare drzwi z jasnego drewna .
-dzień dobry , jest tu ktoś ?-spytała na wszelki wypadek.
Zobaczyła dwie dziewczyny ,które siedziały na skrzynkach w oświetlonym kącie ,ciemnego zaplecza.
Jedna płakała ,druga ją najwyraźniej pocieszała.
-Nie martw się Isabelle . -mówiła i przytuliła ją .
-właśnie Isabelle-nie martw się -powiedziała Lucy i pokazała się pracownicom. Obydwie były brunetkami , jedna o zielonych oczach , druga o niebieskich o jakimś nienaturalnym odcieniu .
-o co chodzi ?-spytała się niebieskooka i zmierzyła ją złym wzrokiem.
Lucy już od dawna miała zasadę - nie rozmawiaj z swoim obiadem . Podeszła tylko bliżej i zastawiała się ,którą pierwszą posmakuje .
-nie wiesz z kim zadzierasz -powiedziała znowu ta sama dziewczyna i spojrzała jej w oczy ,jakby chciała ,żeby się przestraszyła.
-od kiedy jesteś wampirem , hę ?-spytała się ,,bezimiennej`` .
A ją zamurowało . To był jej mały sekret.Żyła w ubogiej rodzinie , musiała zarabiać na ciuchy i wypady na pizze . Każdy wypad do kina i słyszała to samo ;jak chcesz iść to sama zarób, nie będziemy płacić za twoje zachcianki.Dziewczyna ta nazywała się Taylor Dawson i miała dość tego życia . Wampirem została właściwie z litości - kiedy zobaczyła pożywiającego się osobnika na parkingu za barem pomyślała; to jest to czego chcę . Błagała go na kolanach ,żeby ją przemienił . Jednak mieli umowę -do 20 roku życia ,żyje normalnie .Aktualnie miała 19 lat i 6 miesięcy .
-za pół roku będę mogła robić co tylko zechcę -myślała i uśmiechała się na samą myśl o tym jak będzie wyglądało jej życie za cudownych 6 miesięcy , zaczynając od 26 maja do nieskończoności szczęśliwych dni .
-od stosunkowo niedawna -odpowiedziała -i zostaw Isabell w spokoju . znajdź sobie kogoś innego do żywienia -
-no to masz problem , bo ja jestem głodna ,a Isabell jest w takim stanie ,że łatwo będzie jej wmówić ,ze starszy brat wbił jej widelec. -powiedziała Lucy i podeszła do brunetki z zielonymi oczami .
-co się stało kochanie ?Chłopak Cię rzucił , co ?-powiedziała i usiadła koło ofiary .
Isabella po chwili wycierania łez i nerwowego przełykania śliny odpowiedziała ;
-muszę sama zarabiać na utrzymanie domu bo rodzice wyjechali gdzieś na koniec świata , nawet nie wspominając słowem . ! Jedyne co mi po nich zostało to ta kartka !-załkała i pokazała Lucy skrawek papieru-

Wyjeżdzamy , nie wpakuj się w kłopoty bo nie będziemy specjalnie przyjeżdżać żeby Cię wyciągać z więzienia.
Lisa i Tom .

- nie ma to jak miłe pożegnanie -mruknęła Taylor.

Blond włosa wampirka , wstała i postanowiła się zlitować .
-niech Ci będzie-żyj sobie . jest tu w okolicy bank krwi ?-mruknęła z niezadowoleniem o zimnym posiłku.Nie chciała ubrudzić tego sweterka krwią- to był jeden z jej ulubionych , dostała go od Grace .
-przysługa za przysługę -powiedziała wampirka i wyciągnęła z szafki woreczek z krwią.
-to jest zimne-powiedziała Lucy marszcząc czoło.
Taylor wzięła woreczek i ...dała do mikrofali . Jakby taka sytuacja zdarzała się już jej milion razy .
-dzięki. Wezmę na wynos-powiedziała Lucy , wzięła worek i wsiadła do samochodu .Wypiła jego zawartość niewiarygodnie szybko.
Dobrze ,że to była grupa B-pomyślała i uśmiechnęła się na wspomnienie ciepłej krwi ,swojej ulubionej grupy.

sobota, 7 stycznia 2012

nowe pomysły

Wywęszyłam ją na jakimś planie filmowym , około 4 godzin drogi od domu.Mieścił się na świeżym powietrzu ,był ogrodzony ogrodzeniem z muru. Ona zawsze była bogata i miała powodzenia ,niezależnie od tego kiedy ją spotkam. Mowa była o Cheryl , mojej znajomej –dużo starszej znajomej . Poznałyśmy się gdy mieszkałam we Włoszech .Jest tu pogoda zupełnie jak tam-pomyślałam. Świeci słońce ,niebo bez chmur.

Cher zawsze umiała mi poprawić humor i podsunąć jakiś pomysł na życie.

Kiedy widzę ochroniarza wiem ,że hipnoza nic nie da. Ona zawsze miała wszystko pod kontrolą .

-ja do Cheryl.- mówię i uśmiecham się do niego .

On mnie wpuszcza, co mnie trochę dziwi .Nawet jej nie zawołał. I wtedy słyszę śpiewy . To faktycznie jakiś plan filmowy !Jest tu dużo kwiatków ,z jednej strony basen i leżaki,z drugiej mała fontanna.Koło fontanny wszyscy tańczą i śpiewają a Cheryl stoi przed nimi i jest jakby ,,suflerką `` -przypomina kroki taneczne.

-cześć , Cher -mówię i podchodzę z uśmiechem.

-Luc ! –woła i podbiega . Akurat kończy się piosenka.

-Masz tutaj takie drugie ,,Glee `` ?

-Mniej więcej . To program muzyczny ,teraz jest czas eliminacji .Kto przechodzi , będzie występował w telewizji. Mam miejsca dla 12 osób. Ich jest 20.-

-Ty to masz ciekawe życie .-

-w sumie to nie mogę zaprzeczyć . –

-a może mi byś podsunęła plan .To musi być coś dobrego , wiesz –Grace.-

-jak tylko słyszę jej imię to widzę tylko jak poderwała wszystkich chłopaków z agencji modelów . mogłam jej tam nie brać. –

-to co –masz jakiś pomysł ?-

-możecie mi pomóc wybrać kto przejdzie do etapu w telewizji –

Lucy aż otworzyła oczy ze zdumienia-to było takie proste . Zawsze miała skrytą nadzieję ,że będą z Grace jak Cheryl – na wysokim , ciekawym stanowisku ,aż ktoś się skapnie ,że się nie starzeją. Na wszelki wypadek rozejrzała się wokoło . Zauważyła kilku ładnych chłopców ,co ją pocieszyło .Jej współlokatorka przynajmniej nie będzie narzekać na brak osób do towarzystwa.

-to co –stoi ?-spytała się Cher .

-jasne . dzięki .wiesz ostatnio nie mam pomysł na życie.chce żyć..-zaczela odpowiadać Lucy ,ale tamta ją uprzedziła.

-wiem ,wiem słyszałam to z milion razy . Chce żyć ,ale nie mam po co .Ciesz się chwilą –patrz słońce świeci .-

-świeci słońce ,które i tak nas nie opali –

-Lucy !-

-dobra ,dobra . niech sobie świeci –

Przytuliły się z Cheryl i obserwowały śpiewających uczestników eliminacji. Nadszedł czas na duety.

Nuciły razem Pink-funhouse ,tupiąc nogami do rytmu .

-a widzisz – ta piosenka ma z 2 lata ,a i tak Ci się podoba . Już masz pozytyw życia .

Lucy uśmiechnęła się . Jak ma doła idzie się do Cher- to była jej zasada ,już chyba na zawsze.

czwartek, 5 stycznia 2012

....

Grace obudziło gwałtowne potrząsanie .Ktoś coś do niej mówił .
-spadaj ,-mruknęła i obróciła się na drugi bok .
Jednak ktoś nadal uparcie nią trząsł .Otwarła powoli oczy.
-Grace ? -spytał się jej Jared .
-to coś pilnego? bo wiesz położyłam się ledwo dwie minuty temu .-
-może lepiej zobacz na zegarek,wtedy pogadamy-
Grace przetarła oczy i zobaczyła na zegarek. Była 7 rano ! Jak mogła przespać 3 godziny ? !
-nie wiem jak to możliwe-powiedziała .
-to nie jest istotne . Sydney gdzieś poszła .-
-bo ma pracę. która nie jest jej potrzebna ,ale ona lubi stwarzać pozory normalności .-
Jared zrobił zawiedzioną minę .Aż w Grace coś się przełamało i postanowiła mu pomóc.
-niech stracę. Co takiego ma Sydney , czego ja nie mogę Ci dać ?-
-właściwie to możesz. Po prostu chce być wampirem,ale ona nie chce tego zrobić.Nie chce mnie przemienić ,a ja ...Ja chce móc ją obronić , zapewnić wsparcie. -
-pogadam z nią .A teraz idę .Trzymaj sie Jared.
Pomachał jej i zabrał się do sprzątania .
Kiedy dotarła do domu ,na kanapie siedziała jej współlokatorka.
-Grace , czy ty nie potrafisz zrobić niczego dobrze !? Nie wierze ,że pocieszałaś ją całą noc ! Do tego ominęłaś swój patrol .Wkurzasz mnie.-usłyszała gdy weszła.
-jak chcesz to sobie szukaj ,ale jestem pewna ,ze go nie znajdziesz. Już pewnie go tu nie ma . I nie musiałam pocieszać Sydney . Jakoś przemieniła tą laskę w wampira .-
Lucy popatrzyła na nią ze złością ,ale nagle zaczęła płakać.Czerwone zły potoczyły się po jej twarzy ,potem zaczęły plamić jasno szary, o wiele za duży podkoszulek .
-Grace co się z nami dzieje !? .Najpierw było nam dobrze , a teraz ? .Kłócimy się , nowa wampirka przemienia ludzi w wampiry ,a Charles Winston wraca i wypomina mi błędy z przeszłości !-
-rany , Lucy ,czemu wcześniej nie mówiłaś ?-powiedziała i przytuliła ją .Po raz pierwszy od tygodnia .
-tak ..Tak jakoś .Dobra nie ważne . O czymś jeszcze nie wiem ?-
-Charles podarował Sydney jakiegoś chłopaka .Zauroczył go tak ,że dopóki jest człowiekiem nic z tym nie zrobisz.-
Lucy powiedziała ,że zaraz wraca i poszła przebrać poplamiony łzami podkoszulek .
Przebrała się w jasne rurki , krótkie ,brązowe buty EMU i luźny kremowy sweter.Wzięła brązową skórzaną torbę.
Włożyła do niej klucze,telefon,arbuzowe gumy i wyszła z pokoju.Podczas schodzenia ze schodów spieła włosy w luźnego koka.
-gdzie idziesz?-spytała Grace.
-do starej znajomej -powiedziała Lucy ,uśmiechnęła się w wyszła z domu.

środa, 4 stycznia 2012

Tego samego dnia potem...

Lucy leżała na łóżku .Miała dziwne wrażenie ,że jej życie nie ma sensu .
-spotkałaś się z nim ?-spytała się Grace ,która weszła do pokoju.
-nic specjalnego. poznałaś już Sydney ?-
-tak , jest taka ..ludzka ,że płakała jak zabiła jakąś laskę -
-zabiła kogoś ? jak ?-
-poznałam się z nią już wczoraj , oszczędziłam czas i tyle. poszłyśmy dzisiaj na miasto , zeszła mi na chwilę z oczu i ...no i wiesz co dalej -
-Grace !wiesz jaka ona jest pod tym względem !? .a zresztą nie mój problem.napraw to .-
-bo ?
-bo zachowujesz się jak dziecko .jak mały smarkacz ,który ukradł śrubkę z huśtawki,przyznał się ,ale nie chce oddać. -
Grace wyszła trzaskając drzwiami .Nie jest jej podwładną ,nie jest mniej doświadczona !Pójdzie do Sydney ,bo sama chce . Może kiedyś się jej przyda.Może już czas się rozstać z Lucy .
Ku jej zdziwieniu wywęszyła ją w trochę starej dzielnicy z kamienicami. Weszła do jednej i stanęła pod drzwiami numer 12.
Otworzyła je .Usłyszała śmiechy ,muzykę i poczuła alkohol .Weszła głębiej.Jak dawno nie była na imprezie . W mieszkaniu było ciemno ,ale oświetlone jakimiś kolorowymi lampami.Prawdziwe dyskotekowe lampy.Ludzie byli wszędzie.
Znalazła Sydney w jakimś małym pokoju .Siedziała na kolanach jakiegoś ładnego bruneta.Piła jego krew ,a on....miał to w dupie . A dookoła tańczyli ludzie.
-widzę ,ze depresja minęła !-wrzasnęła ,żeby ja usłyszała.
-a czemu nie ? jaka depresja , !? Lana ,chodź się przestaw !
-Lana ?-spytała Grace .A ta dziewczyna ,którą zabiła ,nie nazywała się tak samo ? .
Do pokoju weszła jasna brunetka o orzechowych oczach.Ta ,której ciało było nieżywe jeszcze niedawno.
-Sydney , co jej zrobiłaś ?-
-nic .pożywiłam się , siedziałam tam i rozpaczałam. jak widać- nie potrzebnie !Lana żyje i ma się świetnie.Po prostu wstała . -
Grace zaczęła myśleć intensywniej. A przypadkiem Lucy nie przemieniła tak Charlesa Winstona ? Fakty się zgadzały - Sydney była nie doświadczona , korzystała z baków krwi.
Lana podeszła do niej i uśmiechnęła się ,pokazując zęby .
-może coś zjesz ?-spytała się jej .
-a co proponujesz?-
-jego-powiedziała i wskazała na chłopaka ,na którego kolanach siedziała Sydney .
-ja jestem tylko dla tej na moich kolanach -powiedział i uśmiechnął się do niej przepraszająco.
-ej , nie mogłaś spieprzyć życia komuś innemu ? chłopak jest w porządku ,jest sexi ,ale ja bym wybrała kogoś bez przyszłości.-spytała się jej Grace.
-dostałam go w prezencie . Nie mogę go oddać.-
-od kogo ?-
-od znajomego-
-tego z którym spotkała się dziś Lucy ?-
-no z tym . nie mogę go oddać, został zahipnotyzowany ,ale nie przeze mnie .a teraz uspokój się i baw się dobrze .o ile ja mogę to ciągnąć w nieskończoność to on zaraz zaśnie-powiedziała i spojrzała się z czułością na chłopaka ,który trzymał ją na kolanach .-
-przedstawisz mi kolegę Sydney ?-
-oczywiście . to jest Jared . Jared to jest Grace.
-miło mi -powiedziała Grace.
Jared odpowiedział uśmiechem .
-jest jeszcze wolne oparcie-powiedział .
Grace zaśmiała się i usiadła na wskazanym przez niego miejscu. Jak Lucy chce się martwić byle czym ,niech to robi . Ona zamierza dobrze wykorzystać życie.

wtorek, 3 stycznia 2012

Kiedy wracały na ruchliwą uliczkę , na niebo zaczęły nadciągać ciemne chmury .

-no super-powiedziała Sydney i spojrzała w niebo.

Zaczynała być głodna .Miała ochotę kogoś zaatakować.

-głodna ? –spytała Grace ,bo sama odczuwała taką potrzebę .

-możliwe .-

-jaka grupa ?-

-jak to jaka grupa ?-

-rany , zgadnij .masz do wyboru A,B,AB i 0 .-

-jesteś obrzydliwa . –

-możliwe .ale głodna też –

-lepiej chodźmy-

Grace była zła . Nie dość ,że sama naiwnie skazała się na to towarzystwo to jeszcze nie miała się jak jej pozbyć .Sydney nadal myśli ,że jest kimś lepszym ode mnie -pomyślała i popatrzyła się na nią ze złością.

Szły przez zatłoczoną ulice z nadzieją ,że coś wyczują i nie będą musiały spędzać ze sobą więcej czasu. Jednak nic takiego się nie działo.

Nagle Sydney osunęła się na pobliską ławkę .

-już nie dam rady –

-proponowałam to nie chciałaś .-

-pieprz się .poradzę sobie .-powiedziała ,powoli wstała i skierowała się w stronę uliczki w której były koncerty.

Szła i szła aż sama nie wiedziała gdzie jest .Usiadła na trawie i czekała na kogoś żywego.

Nie musiała długo czekać. Kiedy tylko usłyszała kroki podbiegła i zaczęła się żywić.

Gdyby tylko się obróciła , sprawy potoczyły by się inaczej .Po chwili upuściła ciało. Była cała w krwi i zaczęła robić sobie wyrzuty. Jak mogła tak kogoś skrzywdzić ?

Powoli przeniosła wzrok na ciało .I zobaczyła ,że właśnie pożywiła się na ..Lanie .

-Lana ! Błagam ,odezwij się !-zaczęła wrzeszczeć i potrząsać ciałem .

Bez reakcji . Sydney powoli usiadła na ziemi i zaczęła płakać ,o ile to można było nazwać płaczem .To nie były łzy-tylko krew.

W takim stanie zastała ją Grace ,która chciała się dowiedzieć czegoś na temat spotkania Lucy z jakimś nieznajomym.

-czyli jednak AB . –powiedziała i usiadła koło niej .

-zabiłam ją ! ty tego nie rozumiesz , ja jestem inna od was . jestem kimś lepszym , kimś kto umie nad tym panować.!-

-gdyby tak było, to by się nie stało. I zrozum to ; nie jesteś inna ! jesteś taka sama jak my i dopóki tego nie zrozumiesz to masz poważny problem . –

-a co z.... Laną ?-

-chyba z jej ciałem . nic, pochowaj ją gdzieś w lesie .-

-nie , ona nie może umrzeć ! skoro nie chcesz ruszyć dupy i mi pomóc to powiedz jak ją uratować. –

Grace nigdy nie lubiła takich sytuacji i towarzyszących im emocji. Ból ,bezsilność i strata .

Popatrzyła na Sydney i powoli odeszła .

niedziela, 1 stycznia 2012

Grace-RANO , tego samego dnia .

Grace wstała rano i podeszła do szafy. Dzisiaj właściwie będzie mogła się zabawić .Wczoraj dosyć porządnie zbadała sytuację . Ubrała biała bokserkę ,kwiatową spódnicę przypominającą bombkę i czarne skórzane sandały na obcasach .Do tego mała czarna torebka do której wrzuciła klucze, telefon i gumy jabłkowe .Prawie nie czuła smaku gum, ale gdy była głodna ,lubiła mieć coś w ustach .Nawet najzwyklejszą gumę z przydrożnego marketu .Kiedy zeszła na dół po schodach Lucy oglądała telewizję .

-hej ,a twój patrol?- spytała ją i obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.

Najwyraźniej jeszcze nie miała czasu spojrzeć na siebie w lustrze.

Była ubrana w jasno szare dresowe spodnie bombki i biały podkoszulek z jakimiś napisami .Włosy miała upięte w luźnego koka.

Nie ,żeby wyglądała źle . Po prostu tak...domowo-pomyślała Grace .

-dzisiaj skracam sobie obchód . Ta dziewczyna ,którą spotkałam zna pewnego wampira. Mam zamiar się z nim spotkać.

-przynieść Ci jakieś ciuchy ?-

-jak Ci się chce to możesz-

Grace szybko skoczyła jej po czarno –szarą sukienkę bez ramiączek ,pożegnała się i wyszła z domu.

Była ładna pogoda, świeciło słońce , ludzie tłumami zalegali na plaży . Pierwsze co zrobiła to poszła do tej perfumerii . Zamierzała wykorzystać trochę Sydney , nigdy nie lubiła chodzić sama .Okazało się jednak ,że dzisiaj ma wolne. Grace zdobyła jej adres , zauroczając kierowniczkę.Sydney mieszkała całkiem niedaleko w małym domku. Droga do niego była dziecinnie łatwa-wystarczyło skręcić w wąską uliczkę ,a potem w prawo . Było z stąd widać morze ,jakiś nawet nie zatłoczony kawałek plaży .Było tu dużo małych domów z beżowym tynkiem i dodatkami z drewna w kolorze karmelu . Były niskie , ale nowe i ładne . Grace dotarła po chwili do domku numer 23. Właściwie to prawie niczym nie różnił się od innych .Obok drzwi stała jasno brązowa doniczka z jakimś kwiatkiem , to tyle z różnic . Nie zamierzała pukać . Otworzyła drzwi i zawołała;

-ej Sydney masz gościa !

Tak jak według jej oczekiwań , wołana osoba wyszła przez drzwi ,które prowadziły do ogródka za domem.

-a ty co tutaj robisz ? –spytała się i popatrzyła na Grace zdziwona.

-odwiedzam Cię .I zamierzam Cię trochę podszkolić .-

-nie potrzebuję szkolenia.-

-nie była bym taka pewna . weź sobie jakąś torebkę ,a ja Ci wybiorę ciuchy-powiedziała i poszła do drzwi za którymi czuła dużą ilość bawełny .

Wybrała jej biały t-shirt z małymi ,koślawymi napisami I ♥ u i krótkie spodenki z jasnego jeansu .

Sydney czekała na nią na kanapie z dużą szarą torebką z materiału podobnego do lnu .

Grace rzuciła jej ciuchy ,a gdy tamta się przebrała wyszły z domu.

-na czym polega to szkolenie ?-

-to takie ....mini szkolenie . na węch . musisz mi pomóc szukać wampirów .to proste.-

-taaa.....niezwykle-