czwartek, 26 stycznia 2012
tajemnice .
poniedziałek, 23 stycznia 2012
niespodzianka .
-chciałeś mnie i masz kimkolwiek jesteś -mruknęła. Nie lubiła nie jasnych spraw.
Z mroku wyszedł młody chłopak , na oko miał 16 lat .
-Lucy Lawson zgadza się ?-
-zgadza . Czego chcesz mały ?-
-nie taki mały . Na prawdę mnie nie pamiętasz ,nie ?A zresztą jak .-odpowiedział ,przez cały czas przyglądając jej się uważnie -
-Nie , nie pamiętam . Mówisz kim jesteś ,albo wychodzę -
-Jestem ...twoim bratem . -
Lucy popatrzyła się na niego jak na wariata .Owszem była z domu dziecka , ale została zaadoptowana bardzo wcześnie . Nie pamiętała nic z tego okresu . W rodzinie ,w której się wychowała miała tylko siostrę .
-nie wierze Ci ,mały .Przykro mi ,pomyliłeś mnie z kimś a na dodatek zrobiłeś zamieszanie .Możesz przestać straszyć Jareda , chociaż sama nie wiem czym i powiedzieć mi gdzie jest Sydney ?-spytała się go.
-Mylisz się , nawet nie wiesz jak bardzo .-
-Możliwe , ale biorę na siebie ryzyko .-
-Jak Ci to udowodnić ?-
-co ?-
-To ,że jestem twoim bratem ! Chciałem Cię zobaczyć po tylu latach ,a ty masz to w dupie ?
-spytał się i spojrzał na nią wkurzony.
-A nawet jeśli jesteś , to co ? To nic nie zmienia .-
-Mogłem go posłuchać .-powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
-Zaraz . Kogo słuchać ?-
-Charlesa Winstona .Mówił ,że jesteście przyjaciółmi.Ale to nie ma znaczenia .Pewnie już się nie zobaczymy ,skoro nie chcesz mnie widzieć . Więc ,wszystkiego najlepszego Lucy .-powiedział i wyszedł z mieszkania .
Lucy zamurowało. Był 29 września . Za kilka dni będzie miała 121 lat .
Z kuchni wyszedł zestresowany Jared.
-poszedł już ?-
-człowieku , co ty sobie myślałeś ,żeby sprowadzać tu jakiegoś obcego gościa ? ! I jeszcze mieszać w to Sydney .-
Do mieszkania weszła Sydney , ubrana w czarne skórzane leginsy , granatowe Conwersy , białą luźną bokserkę . Rude włosy spięła w wysoki kucyk i nałożyła na nie granatową bandankę .Oczy podkreśliła czarną kredką . Miała dość bladą cerę .
-i co Jared, pożywiłeś się już ?-spytała -dobry był ,co ?
-Sydney do jasnej cholery , wytłumaczysz mi co tu się dzieje ?!-spytała ją Lucy.
-co się dzieje ? Rano poszłam się pożywić , a kiedy wróciłam Jareda nie było . Więc wróciłam się na miasto ,żeby zrobić zapasy .Wtedy spotkałam tego chłopca . Ładny , młody i grupa B . No to zaprosiłam go do mieszkania ,gdzie był już Jared . Zostawiłam ich samych i poszłam na koncert. o w tym dziwnego ?-odpowiedziała i otworzyła szeroko okno.
-Twój prezent mnie szantażował ,kochanie -odpowiedział Jared i objął ją w pasie.
-jak to ?-spytała się go Sydney.
-to był ktoś kto chciał się dostać do Lucy . Kazał mi iść do nich i powiedzieć ,że nie żyjesz .Musiałem zrobić wszystko ,żeby mi uwierzyły . Wiedział ,że ona tu przyjdzie ,sprawdzić sytuację .-
-i co dalej ?- dopytywała się go.
-spławiłam go -odpowiedziała Lucy -odprowadzisz mnie pod drzwi Jared ?-
Zdziwiony skinął głową i poszedł za nią .
-kurde , co ty tu odstawiasz ?-powiedziała jak tylko znaleźli się przy wyjściu
-nie rozumiem -
-a to co mówiłeś u nas !? Charles kazał mi jej pilnować ?-
-Bo kazał . Ale to moja sprawa . Serio ją lubię . Chyba-
-Widać ,że chyba .Gdyby było inaczej to z nią całował byś się na kanapie ,a nie z Grace-
-Twoja przyjaciółka i tak mnie w dupie . Byłem tylko kimś w stylu ; wykorzystać i zostawić ,wiem o tym -
-Przynajmniej się nie łudzisz .Ale pamiętaj ,ze następnym razem nikt Ci nie uratuje dupy. Wcale nie musiałam tu przychodzić -powiedziałam i wyszła .
Ten dzień był beznadziejny -pomyślała .
Jej ostatnią miłością był Maksymilian , Max . Który prawie ją przebił kołkiem ..
Zła i zmęczona dotarła do domu. Weszła po schodach i otworzyła drzwi wejściowe .Usiadła na kanapie w ciemnym salonie .Nagle zauważyła ,że coś leży na stole .Była to koperta zaadresowana dla niej .
Wzięła ją i otworzyła .
Na kolana spadła jej mocno podniszczona fotografia . Przedstawiała kobietę i dziecko w ogrodzie . Nie wiedziała po co ktoś jej to przesłał.Patrzyła się długo na zdjęcie ,aż w końcu dotarł do niej pewien fakt.Kobieta wyglądała zupełnie jak ona . Odwróciła fotografie . Napis z tyłu sprawił ,że ją zamurowało .
Islandia , 1891 .Evanna i Naomi Smith.
1981-wtedy się urodziła . Czy dziecko na zdjęciu to ona ? Czy powinna się nazywać Naomi ?-zadawała sobie pytania.
Nagle zauważyła drugi napis .
Wszystkiego najlepszego Lucy ,a może raczej Naomi . Twój młodszy brat .
Lucy schowała zdjęcie do koperty i schowała je w szufladzie biurka.Uznała ,ze to za dużo jak na ten dzień.
wtorek, 17 stycznia 2012
Dawni znajomymi ,robią problemy .
niedziela, 15 stycznia 2012
brak wyrzutów sumienia.
piątek, 13 stycznia 2012
Nowe życie
W odpowiedzi zobaczyła jak Jared się zbliża do jej fotela .Usiadł na bocznym oparciu i popatrzył jej w oczy .
wtorek, 10 stycznia 2012
Droga powrotna.
sobota, 7 stycznia 2012
nowe pomysły
Wywęszyłam ją na jakimś planie filmowym , około 4 godzin drogi od domu.Mieścił się na świeżym powietrzu ,był ogrodzony ogrodzeniem z muru. Ona zawsze była bogata i miała powodzenia ,niezależnie od tego kiedy ją spotkam. Mowa była o Cheryl , mojej znajomej –dużo starszej znajomej . Poznałyśmy się gdy mieszkałam we Włoszech .Jest tu pogoda zupełnie jak tam-pomyślałam. Świeci słońce ,niebo bez chmur.
Cher zawsze umiała mi poprawić humor i podsunąć jakiś pomysł na życie.
Kiedy widzę ochroniarza wiem ,że hipnoza nic nie da. Ona zawsze miała wszystko pod kontrolą .
-ja do Cheryl.- mówię i uśmiecham się do niego .
On mnie wpuszcza, co mnie trochę dziwi .Nawet jej nie zawołał. I wtedy słyszę śpiewy . To faktycznie jakiś plan filmowy !Jest tu dużo kwiatków ,z jednej strony basen i leżaki,z drugiej mała fontanna.Koło fontanny wszyscy tańczą i śpiewają a Cheryl stoi przed nimi i jest jakby ,,suflerką `` -przypomina kroki taneczne.
-cześć , Cher -mówię i podchodzę z uśmiechem.
-Luc ! –woła i podbiega . Akurat kończy się piosenka.
-Masz tutaj takie drugie ,,Glee `` ?
-Mniej więcej . To program muzyczny ,teraz jest czas eliminacji .Kto przechodzi , będzie występował w telewizji. Mam miejsca dla 12 osób. Ich jest 20.-
-Ty to masz ciekawe życie .-
-w sumie to nie mogę zaprzeczyć . –
-a może mi byś podsunęła plan .To musi być coś dobrego , wiesz –Grace.-
-jak tylko słyszę jej imię to widzę tylko jak poderwała wszystkich chłopaków z agencji modelów . mogłam jej tam nie brać. –
-to co –masz jakiś pomysł ?-
-możecie mi pomóc wybrać kto przejdzie do etapu w telewizji –
Lucy aż otworzyła oczy ze zdumienia-to było takie proste . Zawsze miała skrytą nadzieję ,że będą z Grace jak Cheryl – na wysokim , ciekawym stanowisku ,aż ktoś się skapnie ,że się nie starzeją. Na wszelki wypadek rozejrzała się wokoło . Zauważyła kilku ładnych chłopców ,co ją pocieszyło .Jej współlokatorka przynajmniej nie będzie narzekać na brak osób do towarzystwa.
-to co –stoi ?-spytała się Cher .
-jasne . dzięki .wiesz ostatnio nie mam pomysł na życie.chce żyć..-zaczela odpowiadać Lucy ,ale tamta ją uprzedziła.
-wiem ,wiem słyszałam to z milion razy . Chce żyć ,ale nie mam po co .Ciesz się chwilą –patrz słońce świeci .-
-świeci słońce ,które i tak nas nie opali –
-Lucy !-
-dobra ,dobra . niech sobie świeci –
Przytuliły się z Cheryl i obserwowały śpiewających uczestników eliminacji. Nadszedł czas na duety.
Nuciły razem Pink-funhouse ,tupiąc nogami do rytmu .
-a widzisz – ta piosenka ma z 2 lata ,a i tak Ci się podoba . Już masz pozytyw życia .
Lucy uśmiechnęła się . Jak ma doła idzie się do Cher- to była jej zasada ,już chyba na zawsze.
czwartek, 5 stycznia 2012
....
-spadaj ,-mruknęła i obróciła się na drugi bok .
Jednak ktoś nadal uparcie nią trząsł .Otwarła powoli oczy.
-Grace ? -spytał się jej Jared .
-to coś pilnego? bo wiesz położyłam się ledwo dwie minuty temu .-
-może lepiej zobacz na zegarek,wtedy pogadamy-
Grace przetarła oczy i zobaczyła na zegarek. Była 7 rano ! Jak mogła przespać 3 godziny ? !
-nie wiem jak to możliwe-powiedziała .
-to nie jest istotne . Sydney gdzieś poszła .-
-bo ma pracę. która nie jest jej potrzebna ,ale ona lubi stwarzać pozory normalności .-
Jared zrobił zawiedzioną minę .Aż w Grace coś się przełamało i postanowiła mu pomóc.
-niech stracę. Co takiego ma Sydney , czego ja nie mogę Ci dać ?-
-właściwie to możesz. Po prostu chce być wampirem,ale ona nie chce tego zrobić.Nie chce mnie przemienić ,a ja ...Ja chce móc ją obronić , zapewnić wsparcie. -
-pogadam z nią .A teraz idę .Trzymaj sie Jared.
Pomachał jej i zabrał się do sprzątania .
Kiedy dotarła do domu ,na kanapie siedziała jej współlokatorka.
-Grace , czy ty nie potrafisz zrobić niczego dobrze !? Nie wierze ,że pocieszałaś ją całą noc ! Do tego ominęłaś swój patrol .Wkurzasz mnie.-usłyszała gdy weszła.
-jak chcesz to sobie szukaj ,ale jestem pewna ,ze go nie znajdziesz. Już pewnie go tu nie ma . I nie musiałam pocieszać Sydney . Jakoś przemieniła tą laskę w wampira .-
Lucy popatrzyła na nią ze złością ,ale nagle zaczęła płakać.Czerwone zły potoczyły się po jej twarzy ,potem zaczęły plamić jasno szary, o wiele za duży podkoszulek .
-Grace co się z nami dzieje !? .Najpierw było nam dobrze , a teraz ? .Kłócimy się , nowa wampirka przemienia ludzi w wampiry ,a Charles Winston wraca i wypomina mi błędy z przeszłości !-
-rany , Lucy ,czemu wcześniej nie mówiłaś ?-powiedziała i przytuliła ją .Po raz pierwszy od tygodnia .
-tak ..Tak jakoś .Dobra nie ważne . O czymś jeszcze nie wiem ?-
-Charles podarował Sydney jakiegoś chłopaka .Zauroczył go tak ,że dopóki jest człowiekiem nic z tym nie zrobisz.-
Lucy powiedziała ,że zaraz wraca i poszła przebrać poplamiony łzami podkoszulek .
Przebrała się w jasne rurki , krótkie ,brązowe buty EMU i luźny kremowy sweter.Wzięła brązową skórzaną torbę.
Włożyła do niej klucze,telefon,arbuzowe gumy i wyszła z pokoju.Podczas schodzenia ze schodów spieła włosy w luźnego koka.
-gdzie idziesz?-spytała Grace.
-do starej znajomej -powiedziała Lucy ,uśmiechnęła się w wyszła z domu.
środa, 4 stycznia 2012
Lucy leżała na łóżku .Miała dziwne wrażenie ,że jej życie nie ma sensu .
-spotkałaś się z nim ?-spytała się Grace ,która weszła do pokoju.
-nic specjalnego. poznałaś już Sydney ?-
-tak , jest taka ..ludzka ,że płakała jak zabiła jakąś laskę -
-zabiła kogoś ? jak ?-
-poznałam się z nią już wczoraj , oszczędziłam czas i tyle. poszłyśmy dzisiaj na miasto , zeszła mi na chwilę z oczu i ...no i wiesz co dalej -
-Grace !wiesz jaka ona jest pod tym względem !? .a zresztą nie mój problem.napraw to .-
-bo ?
-bo zachowujesz się jak dziecko .jak mały smarkacz ,który ukradł śrubkę z huśtawki,przyznał się ,ale nie chce oddać. -
Grace wyszła trzaskając drzwiami .Nie jest jej podwładną ,nie jest mniej doświadczona !Pójdzie do Sydney ,bo sama chce . Może kiedyś się jej przyda.Może już czas się rozstać z Lucy .
Ku jej zdziwieniu wywęszyła ją w trochę starej dzielnicy z kamienicami. Weszła do jednej i stanęła pod drzwiami numer 12.
Otworzyła je .Usłyszała śmiechy ,muzykę i poczuła alkohol .Weszła głębiej.Jak dawno nie była na imprezie . W mieszkaniu było ciemno ,ale oświetlone jakimiś kolorowymi lampami.Prawdziwe dyskotekowe lampy.Ludzie byli wszędzie.
Znalazła Sydney w jakimś małym pokoju .Siedziała na kolanach jakiegoś ładnego bruneta.Piła jego krew ,a on....miał to w dupie . A dookoła tańczyli ludzie.
-widzę ,ze depresja minęła !-wrzasnęła ,żeby ja usłyszała.
-a czemu nie ? jaka depresja , !? Lana ,chodź się przestaw !
-Lana ?-spytała Grace .A ta dziewczyna ,którą zabiła ,nie nazywała się tak samo ? .
Do pokoju weszła jasna brunetka o orzechowych oczach.Ta ,której ciało było nieżywe jeszcze niedawno.
-Sydney , co jej zrobiłaś ?-
-nic .pożywiłam się , siedziałam tam i rozpaczałam. jak widać- nie potrzebnie !Lana żyje i ma się świetnie.Po prostu wstała . -
Grace zaczęła myśleć intensywniej. A przypadkiem Lucy nie przemieniła tak Charlesa Winstona ? Fakty się zgadzały - Sydney była nie doświadczona , korzystała z baków krwi.
Lana podeszła do niej i uśmiechnęła się ,pokazując zęby .
-może coś zjesz ?-spytała się jej .
-a co proponujesz?-
-jego-powiedziała i wskazała na chłopaka ,na którego kolanach siedziała Sydney .
-ja jestem tylko dla tej na moich kolanach -powiedział i uśmiechnął się do niej przepraszająco.
-ej , nie mogłaś spieprzyć życia komuś innemu ? chłopak jest w porządku ,jest sexi ,ale ja bym wybrała kogoś bez przyszłości.-spytała się jej Grace.
-dostałam go w prezencie . Nie mogę go oddać.-
-od kogo ?-
-od znajomego-
-tego z którym spotkała się dziś Lucy ?-
-no z tym . nie mogę go oddać, został zahipnotyzowany ,ale nie przeze mnie .a teraz uspokój się i baw się dobrze .o ile ja mogę to ciągnąć w nieskończoność to on zaraz zaśnie-powiedziała i spojrzała się z czułością na chłopaka ,który trzymał ją na kolanach .-
-przedstawisz mi kolegę Sydney ?-
-oczywiście . to jest Jared . Jared to jest Grace.
-miło mi -powiedziała Grace.
Jared odpowiedział uśmiechem .
-jest jeszcze wolne oparcie-powiedział .
Grace zaśmiała się i usiadła na wskazanym przez niego miejscu. Jak Lucy chce się martwić byle czym ,niech to robi . Ona zamierza dobrze wykorzystać życie.
wtorek, 3 stycznia 2012
Kiedy wracały na ruchliwą uliczkę , na niebo zaczęły nadciągać ciemne chmury .
-no super-powiedziała Sydney i spojrzała w niebo.
Zaczynała być głodna .Miała ochotę kogoś zaatakować.
-głodna ? –spytała Grace ,bo sama odczuwała taką potrzebę .
-możliwe .-
-jaka grupa ?-
-jak to jaka grupa ?-
-rany , zgadnij .masz do wyboru A,B,AB i 0 .-
-jesteś obrzydliwa . –
-możliwe .ale głodna też –
-lepiej chodźmy-
Grace była zła . Nie dość ,że sama naiwnie skazała się na to towarzystwo to jeszcze nie miała się jak jej pozbyć .Sydney nadal myśli ,że jest kimś lepszym ode mnie -pomyślała i popatrzyła się na nią ze złością.
Szły przez zatłoczoną ulice z nadzieją ,że coś wyczują i nie będą musiały spędzać ze sobą więcej czasu. Jednak nic takiego się nie działo.
Nagle Sydney osunęła się na pobliską ławkę .
-już nie dam rady –
-proponowałam to nie chciałaś .-
-pieprz się .poradzę sobie .-powiedziała ,powoli wstała i skierowała się w stronę uliczki w której były koncerty.
Szła i szła aż sama nie wiedziała gdzie jest .Usiadła na trawie i czekała na kogoś żywego.
Nie musiała długo czekać. Kiedy tylko usłyszała kroki podbiegła i zaczęła się żywić.
Gdyby tylko się obróciła , sprawy potoczyły by się inaczej .Po chwili upuściła ciało. Była cała w krwi i zaczęła robić sobie wyrzuty. Jak mogła tak kogoś skrzywdzić ?
Powoli przeniosła wzrok na ciało .I zobaczyła ,że właśnie pożywiła się na ..Lanie .
-Lana ! Błagam ,odezwij się !-zaczęła wrzeszczeć i potrząsać ciałem .
Bez reakcji . Sydney powoli usiadła na ziemi i zaczęła płakać ,o ile to można było nazwać płaczem .To nie były łzy-tylko krew.
W takim stanie zastała ją Grace ,która chciała się dowiedzieć czegoś na temat spotkania Lucy z jakimś nieznajomym.
-czyli jednak AB . –powiedziała i usiadła koło niej .
-zabiłam ją ! ty tego nie rozumiesz , ja jestem inna od was . jestem kimś lepszym , kimś kto umie nad tym panować.!-
-gdyby tak było, to by się nie stało. I zrozum to ; nie jesteś inna ! jesteś taka sama jak my i dopóki tego nie zrozumiesz to masz poważny problem . –
-a co z.... Laną ?-
-chyba z jej ciałem . nic, pochowaj ją gdzieś w lesie .-
-nie , ona nie może umrzeć ! skoro nie chcesz ruszyć dupy i mi pomóc to powiedz jak ją uratować. –
Grace nigdy nie lubiła takich sytuacji i towarzyszących im emocji. Ból ,bezsilność i strata .
Popatrzyła na Sydney i powoli odeszła .
niedziela, 1 stycznia 2012
Grace-RANO , tego samego dnia .
Grace wstała rano i podeszła do szafy. Dzisiaj właściwie będzie mogła się zabawić .Wczoraj dosyć porządnie zbadała sytuację . Ubrała biała bokserkę ,kwiatową spódnicę przypominającą bombkę i czarne skórzane sandały na obcasach .Do tego mała czarna torebka do której wrzuciła klucze, telefon i gumy jabłkowe .Prawie nie czuła smaku gum, ale gdy była głodna ,lubiła mieć coś w ustach .Nawet najzwyklejszą gumę z przydrożnego marketu .Kiedy zeszła na dół po schodach Lucy oglądała telewizję .
-hej ,a twój patrol?- spytała ją i obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem.
Najwyraźniej jeszcze nie miała czasu spojrzeć na siebie w lustrze.
Była ubrana w jasno szare dresowe spodnie bombki i biały podkoszulek z jakimiś napisami .Włosy miała upięte w luźnego koka.
Nie ,żeby wyglądała źle . Po prostu tak...domowo-pomyślała Grace .
-dzisiaj skracam sobie obchód . Ta dziewczyna ,którą spotkałam zna pewnego wampira. Mam zamiar się z nim spotkać.
-przynieść Ci jakieś ciuchy ?-
-jak Ci się chce to możesz-
Grace szybko skoczyła jej po czarno –szarą sukienkę bez ramiączek ,pożegnała się i wyszła z domu.
Była ładna pogoda, świeciło słońce , ludzie tłumami zalegali na plaży . Pierwsze co zrobiła to poszła do tej perfumerii . Zamierzała wykorzystać trochę Sydney , nigdy nie lubiła chodzić sama .Okazało się jednak ,że dzisiaj ma wolne. Grace zdobyła jej adres , zauroczając kierowniczkę.Sydney mieszkała całkiem niedaleko w małym domku. Droga do niego była dziecinnie łatwa-wystarczyło skręcić w wąską uliczkę ,a potem w prawo . Było z stąd widać morze ,jakiś nawet nie zatłoczony kawałek plaży .Było tu dużo małych domów z beżowym tynkiem i dodatkami z drewna w kolorze karmelu . Były niskie , ale nowe i ładne . Grace dotarła po chwili do domku numer 23. Właściwie to prawie niczym nie różnił się od innych .Obok drzwi stała jasno brązowa doniczka z jakimś kwiatkiem , to tyle z różnic . Nie zamierzała pukać . Otworzyła drzwi i zawołała;
-ej Sydney masz gościa !
Tak jak według jej oczekiwań , wołana osoba wyszła przez drzwi ,które prowadziły do ogródka za domem.
-a ty co tutaj robisz ? –spytała się i popatrzyła na Grace zdziwona.
-odwiedzam Cię .I zamierzam Cię trochę podszkolić .-
-nie potrzebuję szkolenia.-
-nie była bym taka pewna . weź sobie jakąś torebkę ,a ja Ci wybiorę ciuchy-powiedziała i poszła do drzwi za którymi czuła dużą ilość bawełny .
Wybrała jej biały t-shirt z małymi ,koślawymi napisami I ♥ u i krótkie spodenki z jasnego jeansu .
Sydney czekała na nią na kanapie z dużą szarą torebką z materiału podobnego do lnu .
Grace rzuciła jej ciuchy ,a gdy tamta się przebrała wyszły z domu.
-na czym polega to szkolenie ?-
-to takie ....mini szkolenie . na węch . musisz mi pomóc szukać wampirów .to proste.-
-taaa.....niezwykle-