Tego samego dnia potem...
Lucy leżała na łóżku .Miała dziwne wrażenie ,że jej życie nie ma sensu .
-spotkałaś się z nim ?-spytała się Grace ,która weszła do pokoju.
-nic specjalnego. poznałaś już Sydney ?-
-tak , jest taka ..ludzka ,że płakała jak zabiła jakąś laskę -
-zabiła kogoś ? jak ?-
-poznałam się z nią już wczoraj , oszczędziłam czas i tyle. poszłyśmy dzisiaj na miasto , zeszła mi na chwilę z oczu i ...no i wiesz co dalej -
-Grace !wiesz jaka ona jest pod tym względem !? .a zresztą nie mój problem.napraw to .-
-bo ?
-bo zachowujesz się jak dziecko .jak mały smarkacz ,który ukradł śrubkę z huśtawki,przyznał się ,ale nie chce oddać. -
Grace wyszła trzaskając drzwiami .Nie jest jej podwładną ,nie jest mniej doświadczona !Pójdzie do Sydney ,bo sama chce . Może kiedyś się jej przyda.Może już czas się rozstać z Lucy .
Ku jej zdziwieniu wywęszyła ją w trochę starej dzielnicy z kamienicami. Weszła do jednej i stanęła pod drzwiami numer 12.
Otworzyła je .Usłyszała śmiechy ,muzykę i poczuła alkohol .Weszła głębiej.Jak dawno nie była na imprezie . W mieszkaniu było ciemno ,ale oświetlone jakimiś kolorowymi lampami.Prawdziwe dyskotekowe lampy.Ludzie byli wszędzie.
Znalazła Sydney w jakimś małym pokoju .Siedziała na kolanach jakiegoś ładnego bruneta.Piła jego krew ,a on....miał to w dupie . A dookoła tańczyli ludzie.
-widzę ,ze depresja minęła !-wrzasnęła ,żeby ja usłyszała.
-a czemu nie ? jaka depresja , !? Lana ,chodź się przestaw !
-Lana ?-spytała Grace .A ta dziewczyna ,którą zabiła ,nie nazywała się tak samo ? .
Do pokoju weszła jasna brunetka o orzechowych oczach.Ta ,której ciało było nieżywe jeszcze niedawno.
-Sydney , co jej zrobiłaś ?-
-nic .pożywiłam się , siedziałam tam i rozpaczałam. jak widać- nie potrzebnie !Lana żyje i ma się świetnie.Po prostu wstała . -
Grace zaczęła myśleć intensywniej. A przypadkiem Lucy nie przemieniła tak Charlesa Winstona ? Fakty się zgadzały - Sydney była nie doświadczona , korzystała z baków krwi.
Lana podeszła do niej i uśmiechnęła się ,pokazując zęby .
-może coś zjesz ?-spytała się jej .
-a co proponujesz?-
-jego-powiedziała i wskazała na chłopaka ,na którego kolanach siedziała Sydney .
-ja jestem tylko dla tej na moich kolanach -powiedział i uśmiechnął się do niej przepraszająco.
-ej , nie mogłaś spieprzyć życia komuś innemu ? chłopak jest w porządku ,jest sexi ,ale ja bym wybrała kogoś bez przyszłości.-spytała się jej Grace.
-dostałam go w prezencie . Nie mogę go oddać.-
-od kogo ?-
-od znajomego-
-tego z którym spotkała się dziś Lucy ?-
-no z tym . nie mogę go oddać, został zahipnotyzowany ,ale nie przeze mnie .a teraz uspokój się i baw się dobrze .o ile ja mogę to ciągnąć w nieskończoność to on zaraz zaśnie-powiedziała i spojrzała się z czułością na chłopaka ,który trzymał ją na kolanach .-
-przedstawisz mi kolegę Sydney ?-
-oczywiście . to jest Jared . Jared to jest Grace.
-miło mi -powiedziała Grace.
Jared odpowiedział uśmiechem .
-jest jeszcze wolne oparcie-powiedział .
Grace zaśmiała się i usiadła na wskazanym przez niego miejscu. Jak Lucy chce się martwić byle czym ,niech to robi . Ona zamierza dobrze wykorzystać życie.
Dziwny blog ale podoba mi się;*
OdpowiedzUsuń