sobota, 17 grudnia 2011

4.

Następnego dnia siedzimy z Lucy na kanapie .Jest godzina 9:20,a robi się coraz cieplej.Temperatura wzrosła już do 28 stopni.
-Lucy , włącz klimatyzacje- jęknęła Grace
-już jest włączona ! Chodź ,pamiętasz kogo mamy szukać ?
-złego wampira.pamiętam-powiedziała i poszła się przebrać.

Grace manipulując ludźmi , urządziła sobie całkiem niezłą garderobę .Pomieszczenie do połowy ścian było białe ,pionowe deski a pozostała część ścian była pomalowana na kolor ciemnego ale jaskrawego różu,wchodzącego w fiolet.Były tu dwa wiszące fotele z białej wikliny i telewizor plazmowy.Kiedy wchodziło się do tego pomieszczenia, na wprost znajdowały się szklane przesuwane drzwi , za którymi były ciuchy jej i Lucy. Grace uwielbiała to pomieszczenie,było takie ...dziewczęce ? Przypominało jej czasy gdy nie wiedziała ,że tata jest złym wampirem,a jej największym zmartwieniem było zaliczyć klasówkę.Otworzyła szklane drzwi i ubrała się w jasne jeansowe spodenki , pomarańczową bokserkę i na to bardzo luźną białą bluzkę z pomarańczowym uśmiechem i krótkim rękawem.Ubrała by najchętniej samą luźną koszulkę ,ale wtedy przyciągała by za dużą uwagę, a gdy słyszała ,ze jest ubrana nie przyzwoicie to wpadała w szał. Dla Lucy wzięła ciemno jeansowe spodenki i rażąco żółtą luźną bluzkę na ramiączkach.
Usiadła na chwilę na wiszącym fotelu i przypomniała sobie jak kiedyś przyprowadziła sobie tu Jay`a , bogatego chłopaka z dobrej dzielnicy . W sumie to coś do niego czuła,ale nie przeszkodziło to jej ,żeby go wykorzystać.Przynosił jej firmowe rzeczy , perfumy i mówił ,że ją kocha ,ale gdy pewnego dnia powiedział ,że rodzice nie pozwalają mu już nic brać z konta bo wydaje duże pieniądze na jakieś prezenty .Nie chciała stawać mu na drodze do szczęścia, dał jej już i tak dużo.Pozwoliła mu odejść, ale w głębi duszy trochę tęskniła.
-ej , Grace ? co z tobą ? -spytała się Lucy ,która znudzona czekaniem przyszła do garderoby.
-nic,nic.przypomniałam sobie o tym chłopaku,nazywał się Jay , pamiętasz ?
-nie nazywał się Jay ,tylko Josh .Ty go nazywałaś Jay ,bo tak wolałaś.
Grace, właśnie uświadomiła sobie ,ze była egoistką. Naprawdę ,kazała mu pozwolić się nazywać Jay ?
-aaa, już wiem o co ci chodzi. To ten nam zawsze kupował conwersy , ray-bany i inne pierdoły. Akurat gdzieś widziałam żółte i pomarańczowe.
Ona nazwała go chłopakiem od ..drogich prezentów ?-pomyślała Grace ,ale już nie miała czasu na głębsze rozmyślania. Ubrała buty i zeszła na dół ,gdzie czekała na nią Lucy.
-to gdzie zaczynamy szukać ?-spytała ją.
-jak to gdzie ? w tym mieście-odpowiedziała Lucy i otworzyła drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz