czwartek, 29 grudnia 2011

.

Lucy czekała pod wejściem numer 5 na tajemniczego nieznajomego-brzmi to jak wyjęte z romansu ,ale jak to inaczej nazwać.Pomimo ,że pożywiła się całkiem niedawno zaczynała być głodna.Usiadła po turecku na kostce brukowej i wsłuchała się w dźwięk fal.Przyjemne uczucie.Odgłosy morza zakłóciły kroki .
-Sydney ?-usłyszała głos .
-muszę Cię zasmucić. nie jestem Sydney -powiedziała i wyłoniła się z cienia .
To co zobaczyła wywołało w niej coś w rodzaju szoku.
-ty ! to ty ! -powiedziała głośno i ze zwątpieniem w głosie,jakby sama sobie nie wierzyła.
-Czy ja dobrze widzę ?Panna Lucy Lawson . Dawno Cię nie widziałem .
-Witaj Charles.
-Co tam u Ciebie ? Mam nadzieje ,że pozdrowisz ode mnie Hope. A tak -nie możesz , w końcu ją zabiłaś.
Lucy szybko zmieniła swoje zdanie o nim . Jak mógł jej wypominać coś takiego ?! Była młoda i nie wiedziała kim jest , co robić ,jak to powstrzymać. Może i Hope nie była jej prawdziwą matką ,pewnego dnia jej o tym powiedziała ,ale mimo wszystko zrobiła by wszystko ,żeby cofnąć czas.
A Charles ? On był kolejnym jej błędem , niezaplanowanym błędem .Ale teraz powrócił.
-Nie patrz się tak na mnie .Kiedy ostatnio byłaś na jej grobie , to też ciekawe. -powiedział.
-Byłam na nim 3 lata temu ,nie masz prawa mi nic wypominać.A teraz kluczowe pytanie ; skąd znasz Sydney ?
-3 lata temu ? Chyba 30. Jak to skąd ją znam ? A myślisz ,że kto ją stworzył.
Wszystko zaczęło się układać w całość. Sydney coś wspominała ,ale chyba nie uznała to za
istotne.
-A teraz się przyznaj . Ilu osobom zrobiłeś taką rzecz jak jej ?
- Podczas ostatniej kontroli było ich 50 . A teraz nie mam czasu na takie niezwykle ,,miłe rozmowy ``.Zbliża się czas następnej kontroli .
-Osatnie pytanie . Zabiłeś ostatnio kolesia na plaży ?
-Lucy , nie jestem sadystą .Nie zabijam byle kogo .
Powiedział , odszedł i zostawił ją samą przy wejściu numer 5 .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz